Banja Luka

Bozidar Nagy, SJ

KTO TO  JEST IVAN MERZ ?

Biografia i działalność Ivana Merza

 

 

  1.     P R Z  E D  M O W A

 

Książka, którą trzymacie w rękach, pragnie odpowiedzieć na pytanie : Kto to jest w rzezcywistości IVAN MERZ – (IVAN MERZ) ? – O nim, prawdopodobnie, już słyszeliście, o nim tu i tam może i coś przeczytaliście . Jednak jest dużo tego pięknego z tego jednolitego młodego życia co jest godnie i korzystnie poznać.Większości katolików starszego pokolenia imię Jana MERZA jest bardzo dobrze znane. Dla wielu był przyjacielem, wzorem,ideałem, a dla licznych jego imię oznaczało nawet  program życia i  działalności.

         Zasługi  Jana  Merza dla Kościoła  w Chorwacji  są tak  duze,a świątobliwość jego życia tak znamienna i przyciągająca,że on jest pierwszym świeckim w naszej 13OO – letniej historii chrześcijaństwa,dla którego miejsco

wy Kościół rozpoczął postępowanie  służbowe o beatyfikacje na błogoslawionego i świetego.

Wierzymy, że i was podbije piękność Janowej duszy,że i was opromieni światło łaski Bożej, która w Janowym życiu była tak obecna i widoczna,że go Ks.Arcybiskup Zagrzebski Dr Franjo Kuharić z całą pewnością nazwał  „Arcydziełem Ducha Swietego”. Przy końcu książki publikujemy niektóre spośrod nazw,ktore Janowi przydawali i z ktorych widzi się kim on był dla katolików swego pokolenia. No,ludzie Boży są zawsze aktualni. Bóg przez nich mówi nam językiem naszych czasów. My mamy w udziale to, abyśmy posłuchali tą Bożą mowę.

W niniejszej książce otrzymacie wszak tylko podstawowe dane o Janowej osobie i jego życiu. Wybrano to najwybitniejsze,aby otrzymać chociaż  ogólny wgląd w to szlachetne życie wypełnione miłością do Boga i bliżniego. Duzo tego interesującego i wartościowego było niemożliwe wnieść do niniejszej książki. To znajdziecie w pozostałych książkach o Janie,które są już wydane. Tak samo opuściliśmy różne notatki jak i  naprowadzenia skąd wzięto dane i cytaty. I to znajdziecie albo w  wspomnianych  publikacjach albo u autora niniejszej książki .

Pragniemy,aby i to było jednym z przydatków nie tylko zapoznawaniu postaci naszego Jana,ale i naszemu staraniu, aby usłyszeć co nam Bóg poleca przez święty przykład Janowego życia i działalności.

 

 

  1. W    S R O D O W I S K U       L I B E R A L N Y M

 

Nasz Jan urodził się dnia 16 grudnia 1896 r. w Banja Luce,Bośnia. Ojciec jego pełnił tam obowiązki szefa dworca kolejowego,chociaż z zawodu był urzędnikiem  wojskowym,oficerem ówczesnej Monarchii Austro-Wegierskiej.  Jan był jedynakiem u swoich  rodziców.Jako takiego od samego dzieciństwa  otaczała go wielka miłość rodzicielska.Wysokie stanowisko Janowego ojca w społeczeństwie  i zapewnione środki materialne umożliwiły Janowi beztroskie i szczęśliwe dzieciństwo.

Od swoich rodziców Jan otrzymał przyzwoite mieszczańskie wychowanie,ale bez zasad chrześcijańskich. Jan wychowywał się w środowisku liberalnym,w którym wysoko ceniono wartości świata,a chrześcijaństwo było więcej tradycją i formalnościa,oznaką przynależności socjologicznej i nie wnikało w zycie rodzinne tego wyższego  słoju mieszczaństwa banjaluckiego do którego należała i rodzina Merzów. Swoje podstawowe wiadomości  religijne Jan  otrzymał na katechezie , która wówczas była prowadzona w szkole,aż do matury.

Do szkoły podstawowej Jan zaczął  uczęszczać w Banja Luce.II i III klasę  kończy w mieście Prijedor,gdzie ojciec czasowo pracował. Potem  kontynuuje  naukę w Banja Luce,aż do ukończenia  Gimnazjum. Maturę zdał 1914 roku. Dla jego religijnej orientacji, jak to sam  Jan twierdzi,nie było tu zasłużone ani rodzinne wychowanie,ani obowiązkowa  katecheza  w szkole,lecz przykład i wpływ jego profesora w szkole średniej,wzorowego katolika świeckiego Dr Ljubomira Marakovića.  Prof.Maraković zostawił nam  ciekawe spostrzeżenie z Janowych szkolnych czasów,gdy Jan mial lat  piętnaście „U Jana aż do prawie ukończenia szkoły średniej nie była w ogóle wzbudzona myśl dla wiary i życia religijnego. W okresie całej mojej pracy w Banja Luce,Jan był jedynym uczniem, któremu w V-tej klasie przy inspekcji w kościele,musiałem zwrócić uwagę na należyte zachowanie,ponieważ po Podniesieniu ręce trzymał na plecach.”

Janowe wielkie zainteresowanie dla literatury i sztuki spotkało się ze zrozumieniem u prof. Marakovića,który był mu profesorem języka chorwackiego. W wyższych klasach gimnazjalnych Jan znajdzie w nim również i przyjaciela,który go przez umiejętność i literaturę stopniowo kierował ku moralnym i religijnym wartością. Już w dojrzałym wieku,Jan oświadczy,że przyjażń z profesorem Marakoviciem miala dla niego bardzo wielką wartość;”Katolik świecki wybawił mnie dla Wieczności”.

 

 

  1.       R O Z Ś P I E W A N A       M  Ł O D O Ś Ć

 

Mało jest ludzi,a  i  wsród większości świętych i  błogosławionych , których byśmy duchowy  rozwój i wspinanie sie ku Bogu mogli tak z bliska naśladowac,jak to jest u naszego Jana Merza. W swoim obszernym   pamiętniku,którego zaczął prowadzić za namową  swego profesora Dr Marakovića w wieku  17 lat i kontynuował  aż do swego dojrzałego wieku, przez osiem lat,Jan nam opisał  każdy ruch swego mlodzieńczego serca,każdy krok swego wzlotu ku życiowym wartością i ostatecznie ku BOGU. Ten drogocenny dokument streszczony jest w dwudziestu notatnikach a w maszynopisie liczy 8OO stron..

Co Jan pisze w swoim pamiętniku ? Wszystko co przeżywa w sobie i wokół siebie. Nasladujemy go z dnia na dzień jak wzrasta i rozwija się, jak przebija się przez młodzieńcze kryzysy,zwątpienia i szukania w religijnym i moralnym sensie.

Obserwujemy go jak jest zajęty poważnymi życiowymi problemami uczciwości i sprawiedliwości, jak rozwiązuje problemy życia i miłości, jak po faustowsku szuka prawdy. Współczujemy z nim nad jego tragicznie zakończoną  pierwszą młodzieńczą miłością, która była pełna idealizmu. Prowadzony namacalną łaską Bożą stopniowo znajduje swoją drogę. Jego poglądy  na świat krystalizują się  i  przyśpieszonymi krokami Jan zbliża się  ku szczytom życiowych wartości.

Jesteśmy świadkami jak Pan Bóg  coraz więcej i więcej wypełnia jego duszę i jego młodzieńcze serce, które Mu, w gorliwości dojrzałego młodzieństwa, całkowicie poświęci i ofiaruje.

Niejeden młody człowiek na kartach jego pamiętnika przepoznał siebie. Znalazł tyle tego wspólnego co mu wlało zaufanie i odwagę, aby nie ustał w poszukiwaniu Prawdy, Dobroci, Piękności i Miłości, które Jan ostatecznie odnalazł objawione i urzeczywistnione w Jezusie Chrystusie.

W tym krótkim i zwięzłym przedstawieniu Janowej biografii, publikujemy tylko niektóre ważniejsze fragmenty z jego arcyinteresującego pamiętnika, które umożliwiają nam, aby choć na moment uchylić drzwi do świątyni jego duszy, którą coraz to więcej wypełniała  Łaska. Liczne ciekawe miejsca, szczególnie te gdzie Jan wspomina swoje wątpliwości, poszukiwania, gdzie opisuje swoje wewnętrzne walki o prawdziwe życiowe wartości, o wiarę, moralność, uczciwość, – z powodu ograniczonego miejsca, nie mogliśmy tym razem umieścić.

Zainteresowany czytelnik  znajdzie je w innych Janowych biografiach. Najobszerniejsze fragmenty umieszczone są w książce „BORAC s BIJELIH PLANINA” – BOJOWNIK z BIAłYCH GóR.

 

 

 

  1.                               P R O R O C Z Y    M O T T O

 

Na początku  swego pamiętnika Jan umieszcza okrzyk :

,, Evviva l,arte,, ! – Niech żyje sztuka ! Oznacza tym swoje zachwycenie dla świata sztuki i jej wartości, które dominowały jego duszą w pierwszych latach młodości.

Jako motto dla swego pamiętnika JAN stawia wiersze z literackiego dzieła Manfreda angielskiego pisarza  Byrona. Po wierszach, które tu przytaczamy w  przekładzie chorwackim, następuje wielce znamienna dedykacja :

Za młodych lat gorąco pragnąłem ,

Aby serca innych

Sercem swoim  przesiąknąć,

Aby świecić narodom,

Aby się wspinać,

Sam nie wiedząc dokąd,

Może i do upadku,

Ale padać jak górski wodospad,

Co po skoku z dużej wysokości

W zapienionej swej przepaści sile,

Podnosząc  się tworzy słupy mgliste

I nowy obłok i nowy deszcz z nieba

On głęboko, jeszcze zawsze leży silny.

 

To jest mój wieniec,

którego składam na jej grób,

świętemu i chwalebnemu wspomnieniu

pierwszej miłości,

która  mnie odrodziła.

 

Musimy zatrzymać się na moment przed tą uroczystą uwerturą Janowego pamiętnika. Powyższe wiersze Jan poświęca na pamiątkę swojej pierwszej młodzieńczej miłości, która dla niego była świętą i zaszczytną, bo była czysta, idealna.

W szesnastym roku życia Jan Merz – IVAN MERZ –  zakochał się w pewnej dziewczynie. Była to Małgorzata Teschner, jego rówieśnica, którą zapoznał w kręgu rodziny  przyjaciół swoich rodziców. Niestety, miłość ta skończyła się bardzo tragicznie, ale nie z winy Jana..Na wakacje  Małgorzata wróciła do rodziców w  Trawniku. Jak była lekkich poglądów na świat, co już sam Jan zauważył, dała się uwieść przez jednego człowieka. Gdy ją ten opuścił, z rozczarowania odebrała sobie życie. Jan ją będzie często wspominał w swoim pamiętniku. Napisze, że po jej śmierci w jego duszy nastąpiło załamanie, ale z tym związane było i odrodzenie. W jakim sensie ? Jan nam o tym nie pisze dużo, ale z jego dalszego rozwinięcia i rozważania. które możemy naśladować w pamiętniku, dużo tego możemy przeczuwać.

W tej czystej młodzieńczej miłości Janowi się odkryły nieprzeczuwane horyzonty ludzkiej duszy, jej nieukojone dążenia ku jednej większej, trwalszej, wiecznej Miłości, które ani jedno ludzkie stworzenie zadowolić nie może.

Bo ziemska miłość jest tylko bladym obszarem, małą iskierką tamtej wielkiej Bożej Miłości z której jesteśmy stworzeni i która nas oczekuje w końcu tego ziemskiego życia. Chociaż Jan z początku i nie był, może, tego całkowicie świadom, to doświadczenie ziemskiej sympatii i miłości, aczkolwiek było wzniosłe, czyste, szlachetne, krótkotrwałe i w jego przypadku bardzo tragiczne, było mu później tylko drogowskazem ku jednej wyższej i bardziej wzniosłej Miłości, którą Jan odkrył w Jezusie Chrystusie, któremu poźniej poświęcił całe swoje młode życie.

Naszą uwagę w międzyczasie daleko więcej przyciągają same wiersze, które Jan przepisał z Manfreda. Gdy je wziął za motto swego pamiętnika, znaczy, że w nich odnalazł siebie, swoje dążenia, swoje rwanie się wzwyż. W pierwszym rzędzie znajdujemy wyrażony jeden młodzieńczy idealizm, poryw jednej duszy, którego często młodzi Janowego wieku potrafią odczuć. Ale, zdaje nam się, i nie tylko to.

Dziś, gdy przed naszymi oczyma mamy całe Janowe życie i gdy widzimy co się wszystko wydarzyło po upadku na ziemię „górskiego wodospadu”, zostajemy bardzo zaskoczeni nad proroczą treścią tych wierszy. Po swoim odejściu z tej ziemi do żywota wiecznego JAN wielu ,,serc przesiąknął swoim sercem”, swoimi myślami, swoimi ideałami. Zabłysnął narodowi chorwackiemu i ta jego światłość staje się coraz jaśniejsza. Zaczyna stopniowo świecić i u innych narodów.

Liczni cudzoziemcy, którzy się z nim po raz pierwszy spotykają, zostają zdumieni nad jego postacią. W sile wieku ten wodospad czystego życia, którym Jan oczarował swoich współcześników, upadł na ziemię w dziewiczej bieli, ale nie został leżeć. Miejsce jego spoczynku staje się źródłem dobroczynnego wpływu. Niewyczerpane bogactwo Janowych myśli z jego bogatej spuścizny duchowej, wysłuchania, które dokonują się za jego wstawiennictwem na kształt cichego łaskawego deszczu, spadają z wysokości na wszystkich, którzy się do niego zwracają, którzy się nim interesują.

Te prorocze wiersze są wyrazem niejasnego przeczucia tego posłannictwa, które Opatrzność Boża przeznaczyła Janowi w Kościele i w świecie, a które Jan, zdaje się, niezdecydowanie przeczuwał już w zaraniu młodzieńczego wieku. Jego posłannictwo jeszcze zawsze jest na drodze urzeczywistnienia. Jan jeszcze wciąż znajduje się w wzlocie, aby ,,zaświecić narodom” z ołtarzy kościołów katolickich świata chrześcijńskiego. Mamy nadzieję, że ten czas nie jest daleko.

 

 

P A M I Ę T N I K  – B A N J A   L U K A

 

Banja Luka, 27.II.1914 r. – Wczoraj w czwartek pisaliśmy zadanie szkolne o ,,korzyści pamiętnika,,. Maraković nam objaśniał dużą korzyść tego, szczególnie wspominając czasy Goethego, w których świat głębiej odczuwał. To widzi się z licznych  pamiętników………… No, w ciągu godziny a i dnia rozważałem o tym i doszedłem do wniosku, że Ljuban – jak zawsze – ma rację. –

2.III.1914r. – Na lekcji fizyki mówiliśmy o prędkości światła . Światło od niektórej gwiazdy potrzebuje 8,1O,25 i 25O lat, aby doszło do nas. Boże, jaki  jest Wszechświat; wszystko świeci, wszystko krąży doskonale, punktualnie, wszystko jest wielkie, ogromne. Gwiazdy jeżdżą przez przestrzeń, wszystko jest niezmiernie w tej ogromnej przestrzeni. Nasza ziemia jak okruszynka również leci i obraca się. Człowiek na niej jest przedstawionym punktem matematycznym i on (człowiek) zazdrości, martwi się i wynosi się. Co jest człowiek? Nic! To ,,nic,, ten matematyczny punkt w punkcie, obejmuje i widzi dużą scenę Wszechświata i jeszcze dalej – dalej. Czy nie jest to materia, co ogląda człowiek, niszczejąca, a znowu tak ogromna?

A ten cały Wszechświat, to co się słyszy i nie słyszy, kto kieruje tym teatrem, kto jest ten Wspaniały Duch, który to obejmuje? ON jest. – – – – – – – – – – – – –            26.IV.1914r. – Im więcej zapoznaję katolicyzm, to więcej widzę, iż jest niewyczerpalnym. Już pragnę przyjąć Jego Ciało, cel i ostateczny powód ludzkości. Jaka jest Miłość Jego, jak On, Niezmierność, którego nie możemy pojąć, ON, który kieruje Wszechświatem i każdą trawką i który wie i patrzy na sprzeczki wątłego rodzaju ludzkiego, daje nam, maluśkim i nikczemnym, Siebie na spożywanie.

21.VI.1914r. – Jest piękna noc. Niezmierny mechanizm Wszechświata stoi nieruchomy. Nie widać sznurków i poprzeczek, a jednak stoi. Jaką to szybkością ta niezmierność pędzi i obraca się, a proch – człowiek o tym rozważa. Dokąd to prowadzi? Dlaczego człowiek ma ciało, skoro on jest w istocie duszą? Dlaczego? Jak? Wieczne tajemnice.

8.VII.1914r. – Wszystko jest przemijające. Nic takiego z głębi serca nie kochałem jak Małgorzatę i wszystko mi jedno, minęło, pamiętam, uszlachetniło mnie, ale znowu i bez tego żyć można.

11.VII.1914r. – Finis finaliter. Zdałem maturę. Pozbyłem się kłopotu, ale………….. w południe płakałem. Kto by wiedział dlaczego? Nowy krok. Dzieciństwo minęło. Zaczynają wielkie obowiązki.Ideały stają się realnymi problemami. Przeminie i życie.

3O.VIII.1914r. – Pokusy bardzo atakują, no modlitwa mnie podnosi. W świątyni nad świątyniami (R.Tagore), w sercu moim, niezachwiana jest wiara. Sceptyka jest. Wieczna jest walka…………Gdyby tu był jakiś   inteligentny konfesor (spowiednik), któremu wyznałbym wszystko, aby  mnie on zrozumiał i zwrócił uwagę! Postaram się przystąpić do Spowiedzi świętej przed odejściem (do Akademii Wojskowej) i przyjąć Ciało Pańskie na pokrzepienie  w dalszym życiu.