Arhiva kategorije: Polski

RYCERZOWI KRZYŻA Dr JANOWI MERZOWI

RYCERZOWI KRZYŻA Dr JANOWI MERZOWI

 

Na niwy nasze jeszcze nie zorane,

Na wezwanie święte Wodza Wielkiego,

Z grupą braci pragnących wzorowego życia,

Porywem wstąpił młodym serce swoim.

 

Podjął się umem, zabrał serca żarem,

Karczować błonia i siejąc nasiona,

Co je tylko Boża ręka daje

I rycerzy Bożych plemię wychowuje.

 

Cały swój wysiłek pod koroną krzyża się ukrywał,

Stąd Ci zdrój łaski spływał,

I skąd Ci światłość wieczna lśniała

I skąd olbrzymią siłę czerpał.

 

I jak to w porannej rosie

Odzwierciedlają się gorącego serca wdzięki,

W Twoim tak rosnym, młodym wieku

Wiecznego Słońca promieniowały dary.

 

Wszak z tego blasku za całego życia

Wabiłeś na siebie wszystkich bliźnich oczyI życiem świątobliwym młodego serca

Przyciągałeś do siebie jakby mocą magnetyczną.

 

Tyś pogardą błotnistą ziemię obserwował,

A w górę pogodnie tęskniło Ci oko,

Jak Janów święty orzeł-ptak

Unosiłeś się wysoko,wysoko.

 

Wszystkie moce wspaniałe wszechstronnego umysłu,

Całą siłę głębokiego serca swego

Ofiarowałeś Królowi Wiecznemu

I chwale Jego berła królewskiego.

 

W kwitnącym wieku wciąż spokojny i pogodny

Zręcznością wspaniałą dowódcy starego,

Wsród pierwszych na pobojowisko pierwszy

Wyposaży oddziały pełne żaru świętego.

 

 

Tak, pełne żaru, pełne ideału,

I pełne tęsknoty za odrodzenie świata

I pełne siły do walki dla Chrystusa

I zwycięstwa Jego Świętego Królestwa.

 

Dopóki młodzian jako kropla rosy

U wiecznego Słońca żaru nie wyparował

I swoje pierwsze wśród braci swoich

Puste miejsce tutaj pozostawił.

 

Wszak odszedł RYCERZ, odszedł ORZEł BIAłY

Z tej łez doliny, z ciemnego mroku.

Odleciał pogodny w błękitne wyżyny

Okąpany blaskiem słonecznych promieni.

 

Ale dlatego w Niebieskim dworze

Wśród błogosławionych jest jedno miejsce więcej

Skąd na nas błogosławieństwa spływają

I błogosławne deszcze padają .

D.J.D.

——————————————————————————————

 

,, Kriżarska Straża ”, Nr 5, Rok V, Zagreb, 1.V.1934r.

Przedruk : ,, Kriż” Nr1, Rok 1995, Zagreb, CROATIA

Tłumaczone z języka chorwackiego  (J.S)

 

RYCERZ KRZYŻA BIAłEGO

LEGNICA – GROMADKA

ROK VI 14.09.1998  Nr 3 (19)

 

PAPIESTWO

 Tłumaczenie   z  książki

Jan Merz ,, PUT k SUNCU ” – (DROGA DO SŁOŃCA)

wybrane zagadnienia

  Zagrzeb, 1978.

 

 

Rozdział III – P A P I E S T  W O – str. 75 – 86

 

  1. WSTĘP

 

Najcharakterystyczną cechą duchowej fizjonomii J a n a  M e r z a, która go najwięcej wywyższała ponad krąg angażowanych katolików jego czasów , była jego miłość i wierność do Ojca Świętego, Namjestnika Chrystusowego na ziemi i centrum jedności Kościoła Katolickiego. Janowe stanowisko wobec Papieża i Rzymu, jako centrum chrześcijaństwa, było tak jednolite i dotąd niezwykłe między katolikami, że uważali go rewolucjonistą, a jego starania, aby w życie wprowadzić wszystko to co Ojciec Święty w swoich encyklopediach pisał i wymagał od katolików, oznaczały wielką nowosć. Swoim przykładem, słowami i arykułami Jan rzeczywiście u wielkiej liczby katolików zdołał stworzyć nowy sposób myślenia i uczucia wobec Papieża i Rzymu, co naturalnie i w praktyce miało oddźwięk w sensie wprowadzenia w życie Papieskich zarządzeń i wytycznych dla pracy apostolskiej.

 

 

  1. RZYM – WIECZNE MIASTO

 

Przez cały rok 1925 który był obchodzony jako ROK ŚWIĘTY  – Jan Merz w czasopiśmie dla młodzieży żeńskiej ,, Za wiarę i Ojczyznę ” – redagował rubrykę WIECZNE MIASTO  i w niej publikował różne dokumenty Stolicy Apostolskiej ze swoimi komentarzami jako to podkreśla i w pierwszym artykule którego poniżej publikujemy :

—————————————————–

A jak należy kochać Papieża ? ,, Nie słowami ani językiem lecz dziełem i prawdą ” (I,J,3,18). Gdy się kocha jedną osobę, to we wszystkim dąży się dostosować do jej myśli, wykonać jej wolę wytłumaczyć jej życzenia, jak to Nasz Pan Jezus Chrystus powiedział o Sobie : ,, Kto mnie miłuje, strzec będzie nauki mojej ” ( J,14,23 ) ; tak samo jeśli chcemy wykazać naszą miłość do Ojca Świętego, należy Go słuchać. – ( Pius X,18.XI.1912r.).

Jedną z istotnych cech każdego rzymsko-katolika jest, aby kochał Ojca Świętego i wszystkie swoje myśli i wszystkie swoje czyny dorównywał do zarządzeń i życzeń Papieża. Rzymski Papież jest widzialnym Chrystusem wśród ludzi, Oblubieńcem Kościoła Powszechnego. Jest nieomylnym w sprawach wiary i moralności, gdy przemawia służbowo ,, ex cathedra ”.

Ojciec Święty ma trojaką władzę : nauczycielską, królewską i pasterską.

,, Papież jest namjestnikiem Jezusa Chrystusa, Następcą Św. Piotra, pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem, poniżej Boga ale ponad człowieka, mniejszy od Boga ale większy od człowieka, który o wszystkim sądzi, ale którego nikt nie sądzi ”. ( Święty Innocenty III – Sermo 2 in Consecr. Pontif. ).

W zbudzonym morzu błędów i namiętności, które trzęsą ludzkością – szczególnie dziś – Piotrowa Stolica jest ,, kotwicą nadziei i portem zbawienia ”

( Benedykt XV ), za którą powinniśmy schwycić się i w której musimy znaleźć schronienie jeśli nie chcemy wpaść w niebezpieczeństwo.

Szacunek dla Stolicy Apostolskiej szczególnie jest ważny dla Chorwatów katolików i to z wielu powodów : my znajdujemy się na granicy Wschodu i w bezpośrednim otoczeniu z ludźmi i ideologiami, które w ogóle nie uznają Stolicę Rzymską. Oprócz tego w narodzie chorwackim nie doznały przykrości tylko formy każdej władzy, ale w szerokich rzeszach społeczeństwa powstała akurat jakaś nienawiść do wszystkich przedstawicieli państwowego i kościelnego autorytetu. Również i środowisko dobrych katolików zostało objęte tą zarazą i nie jest rzeczą rzadką, aby w sposób niestosowny krytykowana była i nasza katolicka hierarchia. A odłam jednej części kleru od Kościoła jest najlepszym dowodem jak naród chorwacki nisko padł w tym kierunku.

Programem rubryki ,, WIECZNE MIASTO ” jest, aby w sercach naszych jak najwięcej umocnić przekonanie, iź naszym obowiązkiem jest kochać Ojca Świętego i według wytycznych, które On daje Kościołowi Powszechnemu, mamy urządzić nasze osobiste i publiczne działanie. Prawdziwi katolicy są bowiem gotowi, aby w osobistym i publicznym życiu wyznawać i  uczynkami udowadniać swoją miłość, a szczególnie tym, że będą jak najwięcej wykazywać bezgraniczne posłuszeństwo Stolicy Apostolskiej, dla której gotowi będą wszystko przecierpieć i dla niej swoją krew przelać.

Dlatego my w niniejszej rubryce o Stolicy Świętej będziemy publikować ,, nova et vetera ” (Mt. 13.52 ), nowe i stare dokumenty, które Stolica Apostolska wydała, a mają naczelne lub praktyczne znaczenie dla osobistego lub publicznego życia katolika. Tak w każdym numerze będziemy publikować niektóre fragmenty o Akcji Katolickiej, a z powodu przejrzystości każdemu cytatowi dajemy osobny tytuł.

( Za Wiarę i Ojczyznę ” Nr 1, 1925r., str. 15 )

 

  1. PAPIEŻ 

 

Wszyscy czytaliśmy wspaniałe przemówienie, które Ojciec Święty Pius XI wygłosił w miesiącu wrześniu do pielgrzymów chorwackich uwzględniając obecnych Orłów i przemówienie wygłoszone do Międzynarodowej organizacji katolickiej młodzieży męskiej, która przybyła do Rzymu w imieniu swoich 5 milionów zorganizowanych kolegów.

Czytaliśmy również w zeszłym numerze naszego pisma przemówienie skierowane do przedstawicieli katolickich organizacji młodzieży żeńskiej.

Abyśmy mogli dobrze pojąć znaczenie tych wszystkich przemówień, potrzebne jest podciągnąć je do środowiska w  którym działa ten wielki Papież w czasie trwania Roku Świętego. Potrzebne jest, abyśmy sobie w wyobraźni przywołali Rzym – stolicę świata, jak po niej kręcą się niezliczone setki tysięcy pielgrzymów wszystkich języków, ludów i narodów, którzy przybyli ze wszystkich 5 kontynentów, aby pokłonić się Ojcu wszystkich chrześcijan. I oto – wszyscy ci pielgrzymi, którzy są przedstawicielami różnych kultur, wśród których znajdują się wszystkie stopnie cywilizacji – od najprymitywnych ludzi dopiero co wyzwolonych z pod jarzmu pogaństwa, aż do najwyższych stopni wykształcenia ; wszyscy ci różnorodni pielgrzymi pragną widzieć Papieża, aby przedstawić Mu swoje trudności i usłyszeć od Niego słowo ku któremu zechcą oni nastawić swoją działalność. Na Papieża stawiają dziś nadludzkie, bohaterskie żądania ; On w swoim sercu musi dźwigać ciężar całej ludzkości. Ojciec Święty wszystkim tym narodom, wszystkim stanom i zawodom musi powiedzieć akurat to słowo, które wszyscy potrzebują ………………

Tak, gdy przybędziecie do Rzymu, gdy zobaczycie wystawę misyjną i pielgrzymów ze wszystkich kontynentów, wówczas odczujecie całkowicie wyraźnie wniebogłośną aktywność Kościoła Rzymskiego, Matki wszystkich kościołów świata. Odczuwacie, że przez rzymskiego biskupa i rzymską diecezje płyną strumienia nadzwyczajnych energii. Gdy jesteście w Rzymie, zdaje wam się, że znajdujecie się w dotąd niewidzialnej, olbrzymiej centrali elektrycznej której koła ciągle sie kręcą i która na cały świat wysyła energię wielkiej i moralnej odnowy.

W Rzymie macie intuicję, że Kosciół jest ,, perpetuum mobile ” na zawsze ruchoma lub, lepiej powiedzieć, że jakaś niewidzialna siła ciągle uruchamia ten olbrzymi aparat. Macie wyczucie, że wszystko na świecie może zginąć, że narody i państwa, parafie i liczne diecezje i monarchie mogą zniknąć z oblicza ziemi, a rzymska diecezja, wbrew burzą i wichurą, które trzęsą i biczują po morzu historii rodzaju ludzkiego, – zostanie nieskaleczona.

Macie żywe poczucie, że wszystko jest kruche i nietrwałe, że wszystkiemu zagraża niebezpieczeństwo utonięcia w głębinach, a Łódź Papieska bez obawy kołysze się wśród fal i błyskawic, albowiem zakotwiczona jest na niezachwiannej skale Piotrowej.

W obecnym Roku Świętym jeszcze głębiej pojęliśmy co to jest Papieska nadludzkość. Pojęliśmy, że wielkość narodów uzależniona jest od ich wierności Ojcu Świętemu. Zależy jak one realizują zarządzenia i życzenia

Namjestnika Chrystusowego. W duchu Papiestwa była w przeszłości siła chorwackiego ruchu katolickiego ; w orientacji do Ojca Świętego znajduje się i nasza przyszłość (……………………….)

( ,, Za Wiarę i Ojczyznę ” Nr 12,1925r. ,str.337-339)

,, Za Vjeru i Dom

 

 

  1. DO WIECZNEGO MIASTA

 

Rok Święty. W wigilię Bożego Narodzenia zadzwoniły prawie wszystkie dzwony wszystkich kościołów katolickich i oznajmiły całemu światu, że rozpoczął się  R O K   Ś W I Ę T Y . I katolicy we wszystkich krajach zadrżali z radości i pełni są jakiś wielkich przeczuć ; nieprzejrzane potoki łask Bożych odtąd będą zlewać się na rodzaj ludzki i odnawiać go w duchu i prawdzie. Natychmiast zadaliśmy sobie pytanie : Czy nowe, szcęśliwe życie płynąć będzie w miastach, wsiach, rodzinach, stowarzyszeniach, narodach i państwach ?

W duszach naszych ukazał się obraz wspaniałej Bazyliki Św. Piotra, w której cieniu poważnie spaceruje biała postać Namjestnika Bożego, wiecznie widzialnego ziemskiego Chrystusa. I ku temu Pasterzowi, ku temu Nauczycielowi, temu Królowi śpieszą niezliczone rzesze : śpieszą ku niemu zimni Niemcy, gorący Hiszpanie, poważni Anglicy i psotni Włosi, śpieszy ku niemu murzyn i biały, Hindus i Małajczyk. Wszystkie narody śpieszą do Wiecznego Miasta, do Rzymu, do tej swojej drugiej Ojczyzny, aby ukłonić się swojemu Królowi, swojemu Ojcu. Śpieszą tam, aby całemu światu chrześcijańskiemu i niechrześcijańskiemu wyznać swoją wiarę w Kościół Katolicki, jedyny Powszechny i Apostolski Kościół, którego założył Chrystus i który istnieć będzie do końca świata.

Katolicy śpieszą tam, aby wyznać swoją miłość do Namjestnika Chrystusowego, który jak i sam Bóg nieumylnie tłumaczy naukę ewangeliczną i który jako zaczyn przemienia w rodzaj ludzki.

Katolicy śpieszą do Rzymu, aby sami siebie uświęcić i aby tak odnowieni wewnętrznie – odrodzenia duchowo, – odrodzili swoje rodziny, swoich przyjaciół, swoje stowarzyszenia, swoje narody i państwa. Albowiem nadaremnie ludzkość będzie tęsknić za dobrobytem i pokojem, za szczęściem, jeżeli miłość Chrystusowa nie zapłonie we wszystkich duszch.

I ten wewnętrzny ogień miłości do Boga i bliźniego katolicy otrzymają w Rzymie. Tam zobaczą i spotkają się z tymi z którymi jeszcze niedawno walczyli na wojnie i tam z nimi przeproszą się i zbratają. Tam odczują, że wszystkie narody są tylko braćmi i siostrami w wspólnej rodzinie i w Kościele Świętym, któremu Ojcem i Zwierzchnikiem jest wieczny Namjestnik Boży, Biskup Rzymski (………………………)

( ,, MŁODOŚĆ ”, str. 65-67)

 

 

 

 

 LIST DO BRATA ORŁA

                

W czasopiśmie ,,DJAĆKI  ORAO’’ (ORZEŁ UCZNIOWSKI)

przeznaczonym dla młodego pokolenia Orłów, Jan Merz pisał artykuły (publikował) w postaci listów.

Poniższy list, którego publikujemy według oryginalnego rękopisu, a który zachował się w jego archiwum, wyraża Janowe myśli i uczucia o Papiestwie, może najjaśniejsze od wszystkich artykułów, które na ten temat napisał :

D r o g i   b r a c i e  !

Niedawno czytałeś w ,,Orłowskiej Straży” sprawozdanie o uczniowskim kursie dla Orłów, który odbył się w Klasztorze Ojców Franciszkanów na wyspie Kośljun. Nie wiem czy jest Ci  wiadomo, że przy  tej okazji nasi bracia uczniowie odwiedzili swoich  wiejskich braci w Vrbniku i tam dali jeden występ. W drodze  powrotnej w  miejscowości Aleksandrovo doczekali ich przeciwnicy Kościoła  z okrzykami; „precz z Papieską gwardią!” Nie jest to odosobniony  przypadek, że na nasze szeregi napada się podobnymi okrzykami.

Skoro nas już przeciwnicy nazywają tym imieniem „ Gwardia papieska” i gdy oni już zauważyli, że Orłowstwo jako całość i każdy Orzeł jako osobnik nosi, można powiedzieć, w sobie i w całej swojej działalności pieczęć Papieża, – to myślę, że  Cię rozweselę, jeśli Ci przedstawie niektóre myśli na ten temat.

Może będziesz zdziwiony, że Ci w tym liście piszę o Ojcu Świętym  i Papiestwie. Zwykle słyszałeś o tym cokolwiek w kościele lub w szkole na lekcji religii. I w naszej się organizacji na ten temat mówiło. Ale jak nauka katolicka o Papiestwie stać się ma dla każdego współczesnego katolika sprawą jego najgłębszego przekonania i jego umysłu, jak również i sprawą jego serca, – to myśle, że akurat list jest najstosowniejszym, aby Ci otworzyć swoje serce i to, aby Ci jako brat bratu przedstawić o tym swoje myśli, swoje nadzieje, swoje trudności.

Niedawno przeczytałem książkę pewnego Francuza pt.”DLA PAPIEŻA”.W niej są fragmenty z dzieł najsławniejszych umysłów, a wszystkie te fragmenty są wielką odą – pieśnią pochwalną – Ojcu Świętemu . W tej książce mówią sławni Francuzi o znaczeniu  Papiestwa. Jeden z pośród nich, bardzo sławny biskup Segur, opowiada poniższe wydarzenie, jakie przeżył w Rzymie;

„Pewnego dnia w okolicy Rzymu egzaminowałem z katechizmu  jednego małego pastucha w wieku 13 lub 14 lat i który prowadził mnie po wspaniałych wzgórzach Latium. Chłopiec był cały podarty; może nie umiał ani  czytać ani pisać; ale co umiał i to tak dokładnie, że się zdziwiłem. Umiał wszystko co  się dotyczyło wiary, to co jest człowiekowi jedynie potrzebne tu na ziemi. Po kilku pytaniach na które mały Rzymianin bardzo dobrze odpowiedział, przyszło mi na myśl, aby go wypytywać o Papieżu : Powiedz mi, moje dziecko, – powiedziałem mu – kto to jest Ojciec Święty ? Na te słowa chłopiec zatrzymał się, odkrył głowę i popatrzył na mnie z jakimś rodzajem ambicji i pobożnego, głębokiego uszanowania, – odpowiedział : Papież, jest to Jezus Chrystus na ziemi. – Gdy biskup Segur usłyszł tą odpowieź, wykrzyknął : Ach ! Wspaniała odpowiedź ! W swojej silnej prostocie On w sobie skupia całą naukę o zwierzchniej i nieomylnej władzy Jezusa Chrystusa.Tak, Papież jest Jezusem Chrystusem na ziemi.”

Gdy przeczytałem o tym wydarzeniu, zastanowiłem się. Ten mały Rzymianin prawdopodobnie nie uczęszczał do szkoły. Kto w jego duszę wszczepił tą zachwycającą miłość do Ojca Świętego. Bez wątpienia on tą miłość wssał z matczynym mlekiem ; rodzice wychowali go w tym duchu.

A jak jest, drogi bracie, u nas Chorwatów ?

Czy kiedykolwiek słyszeliśmy o Papieżu w naszym domu rodzicielskim? Czy widzieliśmy kiedyś w nim obraz Ojca Świętego ? Czy nasz naród chorwacki wie o Papieżu tyle co tamten chłopiec rzymski ? Czy Go kocha jak on ? Są to pytania, które postawiłem sobie i które stawiam Tobie, abyś o nich rozmyślał.

Chciałbyś mi, może, zarzucić i powiedzieć :

,, Zrozumiałe jest, że Rzymianie wiedzą o Ojcu Świętym i kochają Go. Oni żyją w bezpośredniej styczności z Papieżem, widzą Go, można powiedzieć, – codziennie ; i cały Rzym ze swoimi kościołami, dziełami sztuki, ludowymi i pobożnymi zwyczajami nieustannie mówi o Papieżu.” Trochę prawdy jest w tych zarzutach, ale muszę stwierdzić, że wszędzie gdzie rozkwita życie katolickie, tam jest i miłość i przwiązanie do Stolicy Świętej najlepszym kwiatem tej pobożności.

Przypominam sobie, że niedawno czytałem list, którego kierownictwo Związku Francuskiej Młodzieży Katolickiej wysłało Ojcu Świętemu do Rzymu. W liście podkreślają, iż ich największą dumą jest, że mogą swoje dzieci wychowywać w miłości i w przywiązaniu do Ojca Świętego tak, że te dzieci już w zaraniu swego życia odczują, iż miłość i przywiązanie do Papieża dla życia osobistego i publicznego, ziemskiego i wiecznego każdego katolika ma największe i istotne znaczenie.

To ostatnie zdanie na pewno Cię zaskoczyło :

miłość i przwiązanie do Ojca Świętego dla życia każdego katolika ma największe i istotne znaczenie. Ale Twoje zdziwienie będzie jescze większe, jeśli odrazu dodam, że ta miłość i przywiązanie do Papieża nie tylko dla poszczególnego wierzącego ma istotne znaczenie, lecz tak samo ma istotne znaczenie dla całego życia społecznego: dla życia w rodzinie, w szkole, dla prasy i umiejętności, dla życia gospodarczego, politycznego i międzynarodowego.

Tak samo jak Chrystus jest ośrodkiem całej historii, tak samo i Ojciec Święty jest centrum tej historii. Wszak Papież jest widzialnym i żywym Chrystusem na ziemi. I jak Chrystus był dla wielu kamieniem smutku, zrozumiałe jest, że i Jego żywy Namjestnik musi mieć swoich nieprzyjaciół jak ich i sam Chrystus miał. I to zdanie wyjaśnia nam dlaczego się na Ojca Świętego wszędzie atakuje, dlaczego zakłada sie różne sekty, które rzucają błotem na władzę Papieską, dlaczego prasa pełna jest zniewag na Papieża, dlaczego i nas Orłów atakują z powodu naszej miłości  do Ojca Świętego.

Wrogowie Kościoła bardzo dobrze wiedzą o tym, że my katolicy uznajemy Ojca Świetego zwierzchnikiem i nieomylmym Nauczycielem. Oni wiedzą o tym, że wytyczne dla całej naszej religijno-moralnej działalności osobistej jak i społecznej otrzymujemy od Papieża. On objaśnia naukę Chrystusową, wskazuje nam co jest dobre lub złe, wprowadza nas w nasze obowiązki w rodzinie, chroni świętość i nierozerwalność małżeństwa, żąda od nas, abyśmy swoje dzieci wysyłali do szkół katolickich, nakłada na nas obowiązek, abyśmy walczyli przeciwko złej prasie, a wspomagali dobrą prasę. Ojciec Święty żąda od pracodawców, aby robotnikom dawali zasłużone i sprawiedliwe wynagrodzenie, a od robotników żąda, aby sumiennie wykonywali swoje obowiązki zawodowe. Papież daje wszystkim wiernym wytyczne jak mają działać w życiu gospodarczym; wskazuje instytucjom bankowym, aby przestrzegały przykazanie o miłości do bliźniego i niech nie bedą lichwiarzami żadając od biednych płacenia zanadto wysokich odsetek. Tak samo Ojciec Święty osądza spekulantów na giełdach, którzy propagowaniem fałszywych wiadomości często niszczą gospodarkę narodową, a siebie wzbogacają. Nie ma, naprawdę, działalności  której Papież niedałby Swoje wytyczne.

On obywatelom stawia w obowiązek , aby na wyborach głosowali na ludzi zdolnych i oddanych Kościołowi, a od władców wymaga, aby pracowali dla dobra ogólnego.Często czytaliśmy jak Papieże na przestrzeni wieków usuwali władców, gdy ci prześladowali swoich poddanych, łamali przysięgę, szczerbili prawa  Kościoła. A w średniowieczu udało się Papieżom  utworzyć Chrześcijański Związek Narodów, który potrafił doprowadzić wojny do najmniejszych rozmiarów i zjednoczyć narody w braterskim współzawodnictwie.

To wszystko jest obowiązkiem Papieża, ponieważ Chrystus Jemu rozkazał, aby narody pouczał w wiecznej Prawdzie i aby im wskazywał jak wierni swoim osobistym i publicznym działaniem mogą osiągnąć szczęśliwość wieczną.

Z powyższego, oczywiście, w pełni wynika, że Ojciec Święty jest tym fundamentem i nieruchomą opoką na której zbudowany jest cały Kościół. Jak Kościół obejmuje wszystkie kraje świata, wszystkie diecezje świata, tak Urząd Papieski sakramentalnie rozciąga się na wszytkie diecezje świata. Ten kamienny fundament jest nieruchomą skałą i cały Kościół, który jest na nim zbudowany, otrzymuje całą swoją moc i całą swoją twardość od tegoż fundamentu.

Papiestwo jest również skałą i fundamentem życia duchowego każdego katolika. Dom naszego życia duchowego, naszej wiedzy religijnej i naszej działalności musi być zbudowany na niezachwiannej podstawie prawd wiary co je Papiestwo nieomylnie naucza. Papiestwo musi według tego istotną częścią i fundamenetem naszego życie duchowego i naszych myśli, naszej woli i poczucia.

Dlatego Ojciec Święty musi być przedmiotem naszego szczegółowego szacunku i naszej miłości ; część życia naszej duszy.

Naród nasz w większej części zapomniał o tym. Nasze gazety pełne są wszystkich możliwych przemówień i oświadczeń najgorliwszych polityków, a kiedy w nich (gazetach) czytamy wytyczne lub przemówienia Ojca Świętego ?

A jednak Papież jest ,,Widzialnym Chrystusem” ; przez Niego przemawia sam Bóg, gdy Ojciec Święty naucza jako Najwyższy Nauczyciel Kościoła. Inne narody wydają i objaśniają wytyczne Papieży ; oddzielnymi zdaniami drukują w gazetach i czasopismach. A my ?

Wielki obowiązek , drogi bracie, spoczywa akurat na nas Orłach, abyśmy w naszym narodzie byli nosicielami idei papieskich. Bądźmy dumni na szyderstwo „Papieska Gwardia”, które wykrzykują wrogowie Kościoła.Oni nienawidzą Papieża nie dlatego, że jest Włochem, lecz dlatego, że jest Namjestnikiem Chrystusa. A gdyby Ojciec Święty był Chorwatem, co myślisz, żeby Go nie nienawidzili? A dlaczego nieprzyjaciele Kościoła tyle atakują naszych biskupów? Oni przynajmniej nie są Włochami !

Dlatego wszędzie szerzymy miłość do Stolicy Apostolskiej i do Ojca Świętego! Pokażmy i wyjaśnijmy naszemu narodowi, że narody, które nie przestrzegają nauki Papieskiej, skazane są na zagładę. A my, Orły, studiujmy te nauki Papieży w swoich organizacjach; dotyczyły one naszego życia eucharystycznego lub politycznego,wpłynęły one na gospodarność lub publiczną moralność, na język w liturgii lub życie rodzinne, na wiedzę lub umiejętność – we wszystkim niech nam Ojciec Święty będzie Wodzem!

W dzisiejszym zamieszaniu, które panuje światem, gdzie ciężko odróżnić prawdę od kłamstwa, dobro od zła. Opatrzność Boża postawiła na Górze Światło wieczne, które świeci wszystkimi wiekami i na całej ziemi. Jeśli będziemy w naszym życiu  apostolskim stosowali  się według tego Światła, możemy być przekonani, że nie uderzymy w głaz i że siebie i swój   naród  przyprowadzimy do portu zbawienia.

 

Z pozdrowieniem ;  B ó g     ż y j e !

Twój  w Chrystusie Królu oddany (-)starszy brat

(Rękopis, ARCHIWUM,  F  39 ;  25)

 

Tłumaczenie z książki JAN  MERZ „PUT k SUNCU” (DROGA do SłOŃCA) wybrane zagadnienia – Zagrzeb, Croatia  -1978. Rozdział III – PAPIESTWO –

str. 75 – 86.

 

W ZAGRZEBIU

11. N O W Y   C Z Ł  O W I E K   W   Z A G R Z E B I U

 

Jan ukończył studia literatury w Paryżu i latem 1922 r. przyjeżdża do Zagrzebia, gdzie w międzyczasie przeprowadzili się jego rodzice. Jeszcze tej samej jesieni (1922) otrzymuje posadę profesora języka francuskiego i niemieckiego w Arcybiskupim Gimnazjum, które wówczas znajdowało się w pomieszczeniach dzisiejszego Wydziału Teologicznego na Kaptolo. To zajęcie będzie mu do końca życia ziemskiego. ———————————————————————————

W nast ępnym roku (1923) uzyskuje doktorat na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu w Zagrzebiu. Obronił pracę doktorską o wpływie liturgii na literatów francuskich. Mieszkał razem z rodzicami w ówczesnym Domu Starćevića przy Dworcu Głównym, dziś Plac Starćevića Nr 6, II piętro.

Jan przeżył w Zgrzebiu sześć lat. W tym krótkim okresie zdziała bardzo dużo, zaorze głęboką bruzdę na niwie chorwackiego katolicyzmu. Na kształt meteoru zajaśnieje na niebie Kościoła w Chorwacji. Ale światło mu się nie zagasi, lecz pozostanie trwale jaśnieć jako gwiazda przewodnia po której człowiek znajduje pewną orientację życiową.

Wielu, którzy po raz pierwszy słyszą o Janie Merzu, nie bez racji pytają się co tem młody człowiek zdziałał, w czym jest jego wielkość, że się i nim tyle mówi i pisze, że się uruchamia postępowanie o jego beatyfikację, że mu się ciało po pięćdziesięciu latach przenosi z Mirogoja do jednego z zagrzebskich kościołów, że wielu znajduje w nim przyjaciela, wzór, ideał, wodza, nawet program życia i działalności ? Na te pytania niemożliwe jest odpowiedzieć w zupełności jednym zdaniem. Tyle prac naukowych i książek, które są o Merzu napisane na podstawie jego bogatego życia i działaności, ciężko jest ukazać w kilku zdaniach. Strony, które następują w niniejszym krótkim przedstawieniu Janowego życia i działalności, pragną dać czytelnikowi podstawowe dane o tej wyjątkowej postaci chorwackiego katolicyzmu.z

Jan przyjeżdża do Paryża z jasną świadomością, iż „ wiara katolicka jest jego powołaniem życiowym ”, jak to pisał matce przed powrotem. Przychodzi, wiedząc co chce, z całym jednym programem duchowym, którego pragnie urzeczywistnić. Może najlepiej wyraziła Marica Stanković, Janowa bliska współpracownica w pracy wychowawczej z młodymi :

„ Nowy człowiek zjawił się na naszym horyzoncie. Przychodził człowiek, któremu wiara nie była tradycją, lecz życiem, a działalność katolicką nie traktował jako sport, lecz jako walkę dla dusz nieśmiertelnych ”.

Jan jako profesor sumiennie wykonuje swoje obowiązki zawodowe obok wielu profesorów, którzy również wówczas żyli i pracowali w Zagrzebiu. W tym nie była jegi wielkość.

Cały swój wolny czas Jan poświęca wychowaniu młodzieży chorwackiej w ówczesnych organizacjach katolickich, szczególnie w Chorwackim Związku Orłów.

I w tej dziedzinie było wielu Janowych kolegów i zaangażowanych katolików, którzy tak samo jak Jan maksymalnie poświęcili się na niwie apostolstwa katolickiego. O wielu z wdzięcznością pamiętamy ; ich imiona zostają zapisane jasnymi literami w historii chorwackiego katolicyzmu.

I gdybyśmy mierzyli tylko zewnętrznymi miarami, wówczas ani tu nie moglibyśmy znaleźć coś szczegółowego co by Jana po zewnętrznych efektach wynosiło ponad jego współpracowników. I inni jak on działali w organizacjach katolickich, podróżowali do naszych miast, dawali odczyty, pracowali z młodymi, pisali artykuły, organizowali spotkania, zebrania, imprezy, dyskutowali, chodzili do kościoła, modlili się, przyjmowali Komunię Świętą itp., czynili wszystko co jest istotne dla jednego zaangażowanego katolika świeckiego.

Jednak JAN  MERZ – IVAN  MERZ – swoją postacią wszystkich ich nadwyższa, wszystkim nawet i swoim najbliższym współpracownikom, staje się wodzem ideowym, który w naszą katolicką publiczność wnosi nowy sposób myślenia, poczucia i rozumowania.

To jednolite co na Merzu przyciąga i zachwyta, jest w pierwszym rzędzie piękność jego duszy, która była cała przesiąknięta Bożym światem, była cała pełna BOGA. Piękno jego duszy i jego życia, które było całe poświęcone Chryustusowi i rozszerzaniu Jego Królestwa, zabłysło w całym swoim blasku dopiero po jego śmierci – zejściu z tej ziemi. Wielu zostało oczarowanych czytając strony jego pamiętnika i obserwując jak Jan z dnia na dzień, przy osobistym wysiłku w walce, wspina się ku szczytowi chrześcijańskiej świętości, aby z tych Bożych wyżyn przyciągał wielu, którzy poszli jego drogą.

Drugą cechą Janowej wielkości jest jego ideowy świat, jego bogata duchowa spuścizna, literacki opus z przeszło trzy tysiące stron, czym silnie wpłynął na naszą katolicką publiczność, na publiczną opinię, na ideowe ruchy między chorwackimi katolikami. Stał się nawet „ symbolem stanowczej duchowej orientacji i kamieniem węgielnym chorwackiego katolicyzmu ” – mówi o nim D.Ż., jego bliski przyjaciel. Dlazcego ?

Ponieważ Jan nowym zapałem i pełną świadomością przeżyć, jako świecki wyniósł na światło dzienne piękno prawd chrześcijańskich, wielkość Kościoła jako Mistycznego Ciała Chrystusowego, ważność nauki katolickiej dla życia każdego katolika, wartość liturgii dla osobistego duchowego życia, ważność Papiestwa dla katolików i narodów ; akcentował potrzebę angażowania świeckich w apostolstwie Kościoła, ale zawsze w współpracy i w zależności od hierarchii kościelnej ; wstawiał się za niepolityczną działalnością organizacji katolickich, starając się aby one w pierwszym rzędzie krzewiły nadnaturalne duchowe dobro swoich członków. I to wszystko co naprowadziliśmy nie było u niego tylko teorią, lecz on za tym wsztstkim stał mocą swego przekonania, głębokością swego przeżytego doświadczenia o prawdziwości wszystkiego co zastępował i propagował. „ Był może, jedynym wśród nas, który wszystko to, co napisał, napisałświętym zachwyceniu i błyszczącej osłonie nierozjaśnionej Łaski. Tu była jeg siła, a i dziś jest. Dlatego mógłmieć wpływ na młodzież i akurat ją uczynił tą, która będzie BOGA bronić ”. – Tak pisze jego przyjaciel, poeta chorwacki Ton Smerdel.

Cała Janowa zewnętrzna aktywność była tylko objawieniem  bogactwa jego wnętrza, którego świadomie i z dużo osobistego wstawiennictwa, uczynił godnym miejscem pobytu BOGA w TRÓJCY JEDYNEGO. Janowa osoba i jego dzieło tworzą jedną zaokrągloną i harmonijną całość i dopiero z trudem spróbujemy, jak następuje, rozdwoić i przedstawić osobno widoki tego „ arcydzieła Ducha Świętego ” – jak to Arcybiskup Zagrzebski Ks. Dr Franjo Kuharić nazwał naszego Jana.

 

 

 12.  J A N    S I Ę    M O D L I  

 

Wielkość człowieka tkwi w jego stosunku do BOGA, a ten stosunek najpierw urzeczywistnia się przez modlitwę. Z Janowego pamiętnika już od początku zauważa się jego skłonność w modlitwie. Niekiedy zapisuje krótsze, niekiedy dłuższe wezwania  i modlitwy, bardzo piękne, wzruszające, treściwe.

To życie modlitwy, do którego pobudzała go niewidzialna Łaska, będzie wzrastała i rozwijała się tak, że w ostatnich latach całe Janowe życie od rana do wieczora będzie przesiąknięte duchem modlitwy i skupienia. Od mnóstwa faktów i oświadczeń o jego modlitewnym życiu, publikujemy tu tylko najznaczniejsze.

Już na początku należy podkreślić, że główną cechą Janowego modlitewnego życia było ścisłe powiązanie z liturgią, oficjalną modlitwą Kościoła. W jego życiu modlitwy nie zauważamy nic osobnego od tego co by Kościół w tamtych czasach nie polecał i nie praktykował. Jan to z pełnym porywem i zapałem swej duszy przyjął i uczynił swoim. Liturgiczna modlitwa Kościoła jak i inne dopuszczalne nabożeństwa, były tak wcielone w nim, że człowiek nie mógł wyrwać się z wrażenia, iż ma przed sobą autentycznego przedstawiciela Kościoła, który się modli.

Jak się konkretnie odbywało jego modlitewne życie ? Centrum jego stosunku z Bogiem była codzienna Msza Święta i Komunia Święta w Bazylice Najświętszego Serca Jezusowego. W chwili pisania tych wierszy, żyją jeszcze osoby, które pamiętają jak Jan każdego ranka o godzinie 6.30 przychodził do kościoła Ojców Jezuitów w Palmotićevoj ulicy, gdzie na swoim miejscu, w pobliżu ołtarza Świętego Alojzego, ze swego dużego francusko-łacińskiego Mszalika „ modlił ” Mszę Świętą, jak to on sam oświadczył. Jego ideałem było uczestniczyć w śpiewanej, konwentualnej Mszy Świętej, jak to się odprawia w zakonach kontemplatywnych, no ta okazja rzadko mu się nadarzała.

Jan codziennie odbywał rozważanie, które trwało 45 minut, jak to napisał w jednej ankiecie. Szczególnie bronił potrzebę odbywania liturgicznego rozważania o tekstach Mszy Świętej danego dnia. Sam to czynił i polecał innym.

Jego przyjaciele bardzo często znajdowali go w jego mieszkaniu jak odmawia Brewiarz (książka do godzin kanonicznych). Jan pragnął, aby brewiarz odmawiał w wspólnocie i próbował to z jednym swoim przyjacielem. Na większe uroczystości zachodziłby do Ojców Franciszkanów na Kaptoł, aby razem z innymi w sposób uroczystszy śpiewać Boski Brewiarz.

Różaniec był mu codziennie w rękach. Polubił go szczególnie po pobycie w Lurd. Sam mówi, że Różaniec od tego czasu stał mu się drugim najlepszym przyjacielem. Pierwszym była Eucharystia. Różaniec odmawiagdy idzie ulicą, w różnych okolicznościach, nawet i wówczas, gdy się do tego wymaga  i wrażliwe ofiary, – jak to w Rzymie, gdy o godzinie drugiej w nocy, po umieszczeniu swoich pielgrzymów na nocleg, – jeszcze znalazł siły i klęcząc przy swoim łóżku, odmówił Różaniec. Co w nim znajdował, widzi się z jego rady danej jeszcze dziewczynie :

„ Gdy Ci w życiu będzie ciężko i gdy cię okrążą opresją, weź do ręki Różaniec Maryjny i on cię pocieszy i doda siły, aby wszystko znieść z zupełnym oddaniem w Wolę Bożą ”. –

Adoracja przed Przenajświętszym Sakramentem była mu szczególnie miłym nabożeństwem. Wielu było zachęconych do głębszego uczczenia Eucharystii, gdy widziało jak Jan z dużym szcunkiem czyni ukłon przed Przenajświętszym lub klęczy w głębokim skupieniu i poważaniu przed Tabernakulum.

 

 

Uczestnicząc w błogosławieństwie z Przenajświętszym, wzrok by mu cały zapadł w obserwowaniu Przenajświętszej Hostii, jak gdyby gubił się w przestworzach wieczności, – przypomina sobie pewna osoba, która go takiego widziała w kościele Sióstr Miłosierdzia w Frankopańskiej ulicy. Jan nigdy nie opuszcza okazji, aby pozdrowić Pana Jezusa obecnego w Eucharystii, gdy przechodzi obok któregoś z kościołów lub kaplicy. Jego uczniowie pamiętają jeszcze dziś jak często w czasie przerw lekcyjnych, Jan przychodził do kaplicy gimnazjalnej na krótką adorację. Z jakim poważaniem i pobożnością przyjmował Komunię Świętą, o tym nam zostawili wzruszające świadectwa kapłani, którzy mu je udzielali. Wszystko to było tylko zewnętrznym wyrażeniem jego wielkiej eucharystycznej pobożności i głębokiej wiary w obecność Jezusa Chrystusa w tym Sakramencie Swojej miłości. Tak to wyraził Janów bliższy przyjaciel.

„ Kto by się z Merzem znalazł w kościele, ten obserwując go, odczuł rzeczywistą obecność Bożą. Bo jego klęczenie na kolanach było tak pełne pokorności, poszanowania i serca, że wskazywało na obecność świętego, czystego, sprawiedliwego, nieskończonego Bóstwa, przed kim musi się upaść na kolana i oddać całą duszę, jak to czynił i on ”. –

 

 

13.    L I T U  R G I A   –   U R O C  Z Y M      P I Ę  K N E M

 

Szeroką płaszczyzną Janowego zainteresowania, jego wielkie i święte „hobby” była liturgia. Tu stoimy przed jednym z paradoksów Janowego życia. Przy tyle kapłanów, zakonników i  zakonnic, on, młodzieniec świecki staje się jednym z największych krzewicieli odnowy liturgicznej w Chorwacji.

Co było w liturgii, że Jana tak przyciągało, iż zupełnie zaabsorbowało zainteresowania jego duchowego świata ? Odpowiedź daje nam jego dusza, która pragnęła, aby się jak najwięcej zjednoczyła z Bogiem, a to czyniła najlepiej przez oficjalną modlitwę Kościoła, przez liturgię. A drugiej strony swoje wielkie przywiązanie do umiejętności Jan najdoskonalej znalazł urzeczywistnione i obmyślone wprost w liturgii. Dla niego liturgia jest szczytem umiejętnego urzeczywistnienia, płaszczyzną, gdzie współpracują wszystkie umiejętności ; nawet liturgia dla niego jest umiejętnością i życiem.

Jeszcze od czsów studenckich Jan się interesuje liturgią. We Wiedniu odbył liturgiczne ćwiczenia duchowe o Wielkanocy 1920 r., które na nim wywarły głębokie wrażenie. W Paryżu jego zainteresowanie liturgią nadal się rozszerza. Chętnie odwiedza kaplicę Sióstr Benedyktynek, znane centrum duchowne dla paryskich kręgów intelektualnych. Za temat swojej pracy doktorskiej wybiera wpływ liturgii na literatów francuskich. W tym celu przeczytał liczne dzieła pisarzy francuskich.

Powróciwszy do Zagrebia, Jan pisze liczne artykuły o liturgii w czasopismach katolickich, organizuje odczyty liturgiczne, wstawia się, aby młodzież jak najlepiej zapoznała liturgię, aby modliła się liturgicznie, aby zrozumiała co kapłan modli przy ołtarzu, bo wówczas Msza Święta odprawiałasię w języku łacińskim, aby uczestniczyła we Mszy Świętej.

Posłuchajmy tylko kilka fragmentów z Janowych przecudnych artykułów o liturgii. pierwszy publikujemy z jego artykułu programowego „duchowa odnowa przez liturgię” :

„ Liturgia jest służbową (oficjalną) modlitwą Kościoła, służbową modlitwą Oblubienicy Chrystusowej, rozmową między Oblubienicą a Boskim Oblubieńcem.

 

 

Och, jak my chętnie przysłuchujemy się, gdy dwóch bardzo mądrych ludzi rozmawia ze sobą : zdaje nam się, że nasze piersi rozszerzają się i że my stajemy się mądrzejszymi. A co się dzieje dopiero wtedy, gdy podsłuchujemy rozmowę między Chrystusem – Bogiem a Jemu podobnym Kościołem ? Czy cały ten ideowy świat zostanie tak dla nas bezprzedmiotowy, aby nie wzniósł nasze życie do niezmiernych wyżyn Boskiego życia …… Tak, tyle skarbu my katolicy pozostawiamy zaniedbaniu, a dziwimy się, że nasza praca często nie owocuje błogosławieństwem. – Przez liturgiczne rozważanie każdy katolik staje się wielkim i uniwersalnym. on zostawia na boku swoje osobiste interesy, a zaczyna odczuwać to, co odczuwa sam Kościół, tan wspaniały odblask samego niezmiernego Chrystusa. Na podstawie liturgii każda się poszczególna dusza wychowuje. Można powiedzieć, że liturgia jest pedagogią w prawdziwym sensie słowa, ponieważ za pomocą jej wierzący w swojej duszy przeżywa wszystkie fazy wiecznego życia Chrystusowego ”. –

W tym samym artykule Jan Merz podaje trzy rady, które następnie obszernie rozpracowuje, w jaki sposób przez liturgię dochodzi się do duchowej odnowy :

1. Czytać dziennie lekturę duchową, aby się mogły lepiej zrozumieć liturgicznie

teksty,

2. Rozważać dziennie na podstawie Mszalika

3. Przy każdej Mszy Świętej w której się uczestniczy, należy przystąpić do Komunii

Świętej.

W innym artykule „ Liturgia i umiejętność ” Jan pełen zachwytu tak mówi :

„ Takie jest urocze piękno obrzędów katolickich, że człowiek, który raz odczuł jego wdzięk, odczuwa w duszy tęsknotę, aby wszystko zostawić i całe swoje życie spędzić w modlitwach liturgicznych, śpiewając dzień i noc bez ustanku pieśni pochwalne Trójcy Przenajświetszej ”. –

Dlatego nie dziwi nas to, że wszystko co Jan napisał i uczynił dla liturgicznej odnowy, przedstawia tyle materiału, że z niego mogła powstać jedna praca doktorska. Napisał ją i pomyślnie obronił w Rzymie w 1975 roku, na Papieskim Instytucie Liturgicznym „ Anselmianum ” Dr Marin Śkarica, kapłan Archidiecezji Splitskiej. Jest to pierwsza praca doktorska, która jest napisana o Janie Merzu, a tytuł jest : „ Jan Merz – krzewiciel odnowy liturgicznej w Chorwacji ” – ( IVAN  MERZ – promicatelj liturgijske obnove u Hrvatskoj ”).

 

 

14.   E U C H A R Y S T I A  –  Ź R Ó D Ł E  M   Ż Y C I A

 

Centrum liturgii jest Misterium paschalne – tajemnica Zmartwychwstania, które stoi w środku kościelnego roku liturgicznegi i każdego dnia liturgicznego. Msza Święta, Chrystusowa Ofiara Eucharystyczna, w której się tajemnica Zmartwychwstania codziennie uobecnia na naszych ołtarzach, w naszych kościołach i wspólnotach chrześcijańskich, była również i ośrodkiem Janowego życia. Jan pisze w artykule „ Duchowa odnowa przez liturgię ”.

„ Oto co jest najistotniejsze. Największą rzecz, która istnieje na świecie, jest Kościół Święty, największą rzeczą w Kościele jest Msza Święta, a we Mszy Świętej Przeistoczenie. I jak Chrystus w czasie swego ziemskiego życia, skierował wszystkie swoje myśli ku Golgocie, tak Oblubienica Chrystusowa – Kościół kieruje wszystkie swoje spojrzenia ku ołtarzowi. Co się zatem dzieje na ołtarzu, jest to największa rzecz, która się w ogóle dokonuje na świecie ”. –

Od czasu, gdy Jan rozpoczął prowadzić swój pamiętnik, zauważa się u niego szczególne przywiązanie do Sakramentu Eucharystii.

Bez sceptyki i dyskusji Jan przyjmuje wiarę Kościoła w realną obecność Chrystusa w Eucharystii. Im Jan nadal dojrzewał, to się coraz więcej w nim odczuwała dążność za stałym codziennym przyjmowaniem Komunii Świętej. W swiom pamiętniku w jednym miejscu zapisze :

„ Komunia Święta jest źródłem życia ”. –

Po przybyciu do Zagrzebia, Jan sobie tak organizuje życie, że codziennie może przyjmować Komunię Świętą. I gdyby był w podróżach, zawsze znalazł możliwość do przyjęcia Komunii Świętej. Wzruszjące są oświadczenia jego przyjaciół, którzy nas o tym informują. Jan był cały przesiąkniety duchem eucharystycznym. Już wspominaliśmy jego adorację, jego nawiedzenia i ukłony Chrystusowi obecnemu w Eucharystii, które wywarły głębokie wrażenie na wszystkich obecnych.

„ Przemawiałem z zapałem, którego dała mi Przenajświętsza Eucharystia ”, powie po jednym przemówieniu, które wygłosił na wielkim zlocie młodzieży katolickiej w Mariborze w roku 1920. Tym zapałem było natchnione całe jego apostolstwo. To jest już tak widoczne z tamtego hasła, którego Jan dał organizacji orłowskiej : „ OFIARA – EUCHARYSTIA – APOSTOLSTWO ”. Trzy wyrazy, które obejmują cały jeden program, którego Jan pierwszy urzeczywistnił, a za nim poszło wielu. Te słowa są dziś wydrążone na płycie marmurowej na jego grobie.

Z licznych oświadczeń, które są nam zapisane o wielkim Janowym nabożeństwie do Świętej Eucharystii, naprowadzimy to od Janowego przyjeciela Księdza M. Blaśkovića, z wyspy Hvar :

„Uważałem go nie tylko swoim przyjacielem, lecz i przywódcą duchowym. Raz służył mi do Mszy Świętej. Gdy mu udzielałem Komunię Świętą, wydawało mi się, że mu z twarzy wychodzą jakieś promienie, takie to było anielskie, jasne, prawie przemienione, jakie się widzi jedynie na obrazkach Św. Alojzego …………………………..

Nigdy nie zapomnę tamtej minuty objawienia ! Och, ty zasłużyłeś na to, abyś odprawiał Mszę Świętą, a ja abym ci służył, – mówiłem sam do siebie wracając, cały podniecony, z nim do zakrystii, gdzie on znowu długo, dłogo modlił się ”. –

Chociaż nam Jan nie zostawił osobnego dzieła o Świętej Eucharystii, faktem jest, że wielu jego artykułów przesiąkniętych jest Eucharystią i jej duchem. Jako perły rozsypane są w jego bogatej duchowej spuściźnie. Oto kilka wziętych z jego różnych zapisów :

„ My żyjemy w szczęśliwych czasach ; wszyscy możemy używać owoce pontyfikatu Piusa X , możemy często i codziennie być z Tym, który jest całą naszą radością. Po postanowieniu Świętego Papieża, ziemia stała się niebem. Komunia Święta najszybciej i najłatwiej odradza i podnosi nasze życie wewnętrzne. W Komunii Świętej dusza sławi swoje tryumfy, ona staje się podobną do swojego Boskiego Oblubieńca, staje się Boską.”

Bądźcie przekonani, że Msza Święta bez Komunii Świętej, jest do pewnego stopnia fragmentaryczna. Przez Komunię Świętą stańmy się uczestnikami nieskończonności życia Śłowa Bożego. W tym akcie, gdzie się wasze ciało i wasza dusza jednoczy ze samym Bóstwem. musi być szczyt waszego życia ; w tym akcie jest i szczyt całkowitej liturgii.

Eucharystia Święta prowadzi nas ku szczytowi doskonałości chrześcijańskiej, prawdziwego życia wewnętrznego. Ona jest naszą pierwszą radością na ziemi ; przez nią już stajemy się uczestnikami przyszłej chwały niebieskiej.

Ona jest ogniem, który w nas spala rdzy grzechów i daje życia naszej duszy tak, aby i ona wybuchła nowym płomieniem. Wtedy my sami w sobie zaznamy słowa Św. Pawła, który mówi : żyję ja, ale nie ja, lecz we mnie żyje Chrystus.

Najpewniejszy środek do zachowania czystego życia ? Zachwycenie dla Kościoła Świętego, które opiera się na znajomości wiary. Codzienna Komunia Święta, systematyczne codzienne pokonywanie ciała.

Z  Lurt  pielgrzymi wracają  głęboko  przekonani , że Twórca  święta i  lurdski  cudotwórca  uwięziony  króluje  w  Tabernakulum  w  każdym  kościele  katolickim  i  Boską  miłością  spala  się  za  ludzkimi  duszami  z  którymi  pragnie  często  i  codziennie się  zjednoczyć .

Bez  Eucharystii  Świętej  ciało  nie  może  stać  się  dostatecznie  pokorne  duszy ; każde  cielesne  wychowywanie , które  nie  jest  eucharystyczne ,  jest  niezupełne . Bez  Eucharystii  nie  może  się  wychować  czyste  pokolenie , a  wychowanie  młodzieży , które  nie  idzie  za  tym , jest  niecelne.

Panowanie  Ducha  Świętego  widzialnie  objawia  się  w  Rzymskim  Kościele  wśród  którego  promienieje  Przenajświętszy  Sakrament .  Ten  jest  cichy , nieruchomy , ale  jego  zewnętrzna  aktywność  obejmuje  hierarchia  katolicka.

Tak  jak  Papież  jest  na  czele  hierarchii , tak  Eucharystia  jest  szczytem  sakramentów. ’’

Z  powyższych  wierszy  jak  również  i  z  innych  licznych  Janowych  akt  widzi  się  jaki  ogień  płonął  w  jego  sercu , gdy  jest  mowa o  Eucharystii  ; dlatego  nie  dziwi  nas  ,że  ten  płomień  ogarnął  tyle  młodych  i  starszych , którzy  z  Janem  byli  w  kontakcie . Zakończmy  to  krótkie  spojrzenie  w  Janowe  życie  eucharystyczne  słowami  jego  duchownego  przywódcy  Ojca  Vrbaneka :

„Faktem  jest , że  Janowi   Eucharystia  jest  środkiem  wszystkiemu :  i  porządkowi  dnia  i  podstawie  życiowej ; i  jego  organizacji  orłowskiej  i  zamysłowi  jednej  powieści ; i  wewnętrznemu  życiu  liturgicznemu i  zewnętrznym  uroczystością  kościelnym . Gdziekolwiek  się  Jan  pokaże , będzie  i  coś  eucharystycznego ; a  w  ostatnich  pięciu  latach  Janowego  życia , w  naszym  katolickim  życiu  publicznym  było  i  odwrotnie ; gdziekolwiek  było  coś  wielkiego  i  pięknego  eucharystycznego , tu  był  i  Jan  swoim  pięknym  udziałem . ‘’

 

KONTYNUUJE STUDIA W WIEDNIU I WPARYŻU

9.  PŁOMIEŃ  ZA  NIESKOŃCZONYMI  WYŻYNAMI

 

Wojna jest zakończona.  Jan kontynuuje studia w  Wiedniu.Rodzice nareszcie uzgodnili i Jan studiuje to,co od dawna (już dawno) życzył: literaturę,romanistykę,germanistykę.

W pamiętniku z tegoż okresu nie znajdujemy już żadnych  śladów walk  wewnętrznych ani kryzysu.  Wojna pozytywnie wpłynęła na rozwój Janowej  osobowości.   Jan jest zupełnie przekonany w prawdziwość wiary, a jego dusza teraz bardziej wspina sie ku WYŻYNOM  BOŻYM.  Od tego okresu zaczyna się jego interesowanie liturgią po odprawieniu liturgicznych ćwiczeń duchowych. Dołącza się również do chorwackich studentów katolickich, członków stowarzyszenia „Hrvatska” (Chorwacja).  Staje się jednym z najaktywniejszych członków i pełni obowiązki sekretarza.  Sam daje odczyty, rozmawia z kolegami o tym, jak najlepiej przygotować się do przyszłej pracy apostolskiej w Ojczyżnie. Na jednym z posiedzeń wypowiedział te znane słowa: „Bazą naszego życia musi być nasze odrodzenie w Chrystusie, a wszystko inne składa sie na to samo przez siebie”.  –

W międzyczasie rodzice Jana przeprowadzili się do Zagrzebia.

 

PAMIĘTNIK    –      ZAGRZEB  –    WIEDEŃ

 

Zagrzeb, 26.IX.1919 r. – Wczorajszy dzień był najznakomitszym dniem w moim życiu. Zakończyłem Novennę dziewięć Pierwszych piątków miesiąca ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa i wierzę, że oglądać będę głębokości Trójcy Przenajświętszej.  Ta niezmierną miłóść Chrystusową muszę niejako tu zasłużyć, a starać się będę,aby z pomocą  Bożą jak najmocniej kontynuować dzieło poświęcenia.

Wiedeń, 5.IV.192O r. – W okresie  od Środy popielcowej do dziś przebywałem w St.Gabrielu k. Modlinga. Była to moja najlepsza Wielkanoc: przeżywałem kunsztowny refleks wielkich wydarzeń –  Mękę Chrystusową i  Jego Zmartwychwstanie – wżywszy się w artyzm liturgiczny.  Na początku pościliśmy,  milczeli  i  rozważali.  Gdy rozproszył się ludzki hałas,  a dusza stała się spokojna sama z sobą,  w głębokości  na kształt piany,  podnosiło się błoto grzechu, które się prawie nieświadomie nagromadziło……………………….

Jak teologia jest centralną wiedzą, tak liturgia jest centralną umiejętnością.  Liturgia jest wyrazem duszy Kościoła. W liturgii się jak  w jakimś zwierciadle ogląda życie Chrystusa , ale nie takie jakie nam się w historii wydaje, lecz takie jakie widzi obiektywny widz, który nie jest związany z czasem ani  miejscem,  a życie obserwuje z wysokości, widząc nadnaturalny związek  wszystkich  wydarzeń.  Liturgia jest największym utworem artystycznym,  jaki na świecie istnieje,  a przy tym jest centralną  umiejętnością,  ponieważ umiejętnie przedstawia życie Chrystusa,  który jest centrum historii…………………..Klasztor St.Gabriel pozostanie mi w pamięci przez całe życie.

Wiedeń,  1.V.192Or.  –  Najproduktywniejszym  duchowo jestem wówczas, gdy pokonuję  opory lub gdy cierpię.  Dotychczas cierpiałem i pokonywałem opory (wojna,  głód), bo Opatrzność Boża postawiła mnie w to polożenie.  Wówczas  chętnie cierpiałem.  No,  jeszcze nie doszedłem do takiej wysokości,  abym dobrowolnie wybrał doskonalszą drogę:

d r o g ę    c i e r p i e n i a.   – Wpiąłem się na pewną wysokość i teraz mnie siła wytrzymałości tam podtrzymuje.  Ale we mnie jest:

PŁOMIEŃ  ZA  NIESKOÑCZONYMI  WYŹYNAMI, żar za niezmąconym miłowaniem SYNA  i  OJCA  i  DUCHA,  a do tego dochodzi się tylko przez dyscyplinarne,  taktyczne pokonywanie samego siebie.

Zagrzeb,  14.X.192O r. – Materialnie mi w życiu,  może,  nigdy tak dobrze nie będzie.  Wszystko mi idzie według mojej woli.  Mogę  każdego wieczoru  tuszować się,  spać na czystej podłodze,  stawać o godzinie 5-tej rano,  pójść na  Mszę Świętą  i często przyjmować Komunię Świętą.  Żywności mam dostatnio,  mięsa nigdy,  ubranie mi nie jest podarte,  kołnierze zawsze czyste. Mam zatem wszystko,  co mi ciało wymaga.  Rodzina daje więc człowiekowi najsilniejszy środek,  aby mógł być duchowo krzepkim.

Problem krzyża moge obecnie studiować teoretycznie,  i oby Bóg dał,  abym teraz stworzył sobie taką mocną podstawę,  aby w praktyce nie ulegać krzyżowi.   –

 

 

 

                                           10.  W  P A R  Y Ż  U

 

Za pośrednictwem Ojca Mirosława Vanino, TJ, Jan Merz otrzymuje stypendium z Francji i jeszcze z dwoma kolegami, jesienią 1920 r. wyjeżdża do Paryża.

Przez dwa lata kontynuuje swoje studia na Sorbonie i Instytucie Katolickim . Przy studiowaniu Jan przygotowuje materiały do swojej disertacji doktorskiej, którą dokończy w Zagrzebiu. W swoim wolnym czasie aktywnie obserwuje francuskie życie katolickie. Nawiązuje kontakt z licznymi katolickimi intelektualistami i nawróconymi. Dwuletni pobyt w Paryżu oznaczał  dla Jana Merza jedno wielkie kulturalne i duchowe wzbogacenie.

W Paryżu Jan Merz prowadzi bardzo głębokie życie religijne co nie mogło pozostać w ukryciu. Zauważali to wszyscy z jego otoczenia, przyjaciele i właścicielka mieszkania. Z jednej strony podziwiali, a niektóre sprawy jeszcze wówczas nie pojmowali. Po przyjeździe do Paryża, Jan niezwłocznie zapisał siebie i swoich kolegów do charytatywnego Stowarzyszenia Św. Wincentego a Paulo i sprawował opiekę nad jedną biedną rodziną na przedmieściu Paryża. Z tamtego okresu pochodzą jego znane paryskie postanowienia, z których wynika jak Jan poważnie pojmuje Boże powołanie do chrzescijańskiej świętości. Niektóre z nim ukazujemy w oddzielnym rozdziale.

Pamiętnik z okresu paryskiego nie jest obszerny. Ledwie tu i tam notuje to, co go szczególnie uwraźliwiło. Cierpienie nie odstępuje od niego : z powodu chorych oczu zagraża mu ociemniałość. Wbrew temu udaje mu się pokonać studiowanie.

Chętnie odwiedza kaplicę  Sióstr Benedyktynek przy ulicy Monsieur, duchowy centrum Paryża do której przychodzili liczni francuscy intelektualiści z których się tam kilku nawróciło. Szczególne wrażenie wywarł w nim obrzęd obłóczyń jednej kandydatki benedyktynki o którym pozostawił wspaniały opis w swoim pamiętniku.

O Janowym intensywnym życiu religijnym dowiedzieli się i rodzice, którzy  tym nie byli zadowoleni. Rozwinęło się przeto bardzo ciekawa korespondencja między nim a matką, już publikowana w Janowych biografiach. Matka życzy, aby jej syn  żył jak i inni, a Jan jej w listach uzasadnia i usprawiedliwia swoje stanowisko, nawet pragnie rodziców pobudzić do głębszego życia religijnego. Ostrzega ich jakie jest to życie krótkie, że jest ono tylko przygotowaniem do wieczności i, że się wobec tego musimy jak najlepiej przygotować na drugi świat. Między innymi wysyła jej to znane awoje oświadczenie :

„ Wiesz, że mnie życie na Uniwersytecie we Wiedniu, potem wojna, studia i wreszcie Lurd zupełnie przekonało o prawdziwości wiary katolickiej i, że dlatego całe moje życie krąży  wokół Chrystusa Pana ”.

W innym liście Jan napisał : „ Wiara katolicka jest moim powołaniem życiowym i to musi być każdemu człowiekowi bez wyjątku ”. –

Dopiero po jego śmierci, rodzice zupełnie zrozumieli Jana i stali się tym przy czym on za życia pracował : praktykującym katolicy.

 

                                      Pamiętnik  –  P A R Y Ż 

 

20.01.1921 r. – Ojciec w dniu 12 stycznia na srebrne gody, po 20-tu latach , przyjął Komunię Świętą. Moje modlitwy do Najświętszego Serca Jezusowego są wysłuchane. W liście ktróy mi ojciec napisał, widzę typowy przykład konwertyty. Nawrócił go nadnaturalny element : łaska. Jeszcze matka zostaje na mojej trosce. Najświętsze Serce Jezusa, pomóż !

 

           23.IV.1921 r. – Moja choroba jeszcze zawsze trwa i z tego powodu nie pisałem prawie nic. Dziękuję Panu Jezusowi, że mogłem w minionym okresie, w czasie Wielkiego Postu, wgłebić się w morze bólu Jego Nasłodszego Serca i tak żyłem w bliskiej łączności z Nim. Przy tej okazji dokonałem przekładu „ Drogi Krzyżowej ”

Paula Claudela. Z powodu tej mojej choroby oczu, nie mogłem poświecić się studiowaniu literatury katolickiej jak to pragnąłem. Najświętsze Serce Jezusa, Tobie poświęcam swoje życie ; jeśli jest na Twoją Chwałę, abym cierpiał i tak doszedł do Ciebie. Niech będzie Twoja Wola, a proszę Cię, aby przy mnie w Twoim Królestwie byli i moi rodzice.

4.XI.1921 r. – Uczestniczyłem u benedyktynek przy obłóczynach nowicjuszek. Liturgia jest wspaniała. Wrażenie : jako że dziewczę idzie pod gilotynę na śmierć. Umiera dla świata, staje się struną, która na wieki śpiewać będzie Chwałę Bożą. Jak ogień spalać się będzie i na kształt mądrej dziewicy z zapaloną latarnią wejdzie do ślubnych komnatów Oblubińca.

Trzeba zapomnieć cały świat i wszystkie siły skoncentrować w pracy dla Jezusa. Zapomnieć przyjaciół, plany, wsztstko, – zniknąć ze ziemi, spalić się, aby zaoste wstąpić z jak najwięcej bliźnich tam, gdzie nas oczekuje Ojciec, Syn, Najświętsza Maryja Panna w Duchu Świętym, apostołowie, męczennicy, aniołowie, dziewice, Tomasz, Mahnić, Rogulja, – wszystkie te nieskończone światy Apokalipsy.

MŁODA ZAKONNICA – BENEDYKTYNKA wchodzi do więzienia, aby aby z niego już nigdy nie wyjść. Przestąpiła pierwszy próg śmierci, który prowadzi do nieba. ———-

CÓRKA GENERAŁA opuszcza świat, ubrana w bieli jak narzeczona, aby nie utonęła. Post, posiłki spożywać na stojąco, wstawać w ciemnej nocy, zimnym pokoju, – krzyż wziął na ramiona, – aby się zbawił pogański Babilon, tysiące [rostytutek i rozpustników.

Boże jesteś Wielki, ktory prostym duszom wlewasz moc nadnaturalną………. Tak, ziarno musi być rzucone w ziemię i tam umrzeć, jeśli pragnie wydać owoc.

Królowo Dziewic, wlej olejek świętości w jej duszę i w jej ciało : niech woń ofiary, która się spala, napełni ziemię swoją parą !

Gdy dziś przestąpiła próg klasztoru, co myślała ? Może o tym, że właściwie teraz rozpocznie się prawdziwe przygotowanie do życia wiecznego……… Będzie musiała wszystkimi środkami sama siebie budzić, aby zawsze była przygotowana na przyjście Oblubieńca. To życie musi stać się dla niej tak niemiłe, aby zapragnęła czas przejścia przez drugi próg, który prowadzi do Klasztoru Nieba.

Boże mój, spraw, aby zniknęło pogaństwo w którym żyjemy. ———————–

Tym wspaniałym opisem, którego musieliśmy nieco skrócić, kończy się Janów paryski pamiętnik. Jan nie zapisał imienia tej zakonnicy, którego prawdopodobnie nie znał, ani się później  nią nie interesował. ——————————————————

Wielkim zaskoczeniem było dla Janowych przyjaciół i czcicieli, gdy latem 1979r. odnaleźliśmy tą zakonnicę jeszcze przy życiu w klasztorze benedyktyńskim w pobliżu Paryża po 58 latach wierności swojemu powołaniu zakonnemu, wprost jak Jan przewidział w dniu jej obłóczyń ! Siostra nazywa się Marie Denise Chevillotte i obecnie ma 78 lat.

 

Obszerny szczegółowy opis tego nieoczekiwanego i wzruszającego odkrycia, jak dla siostry, taj i dla Janowych czcicieli opublikował biuletyn „ IVAN MERZ – GLASILO POSTULATURE ” Nr 1-2, 1979-1980 r. ——————————————————

 

UDZIAŁ W I WOJNIE ŚWIATOWEJ

8.  UDZIAŁ  W  I  WOJNIE  ŚWIATOWEJ

 

W lutym 1916 roku Jan odchodzi do wojska. Przez osiem tygodni przyucza się do życia wojskowego w Lebringu k. Graza. Następnie zostaje wysłany do Graza i Słoweńskiej Bystrzycy na dalsze ćwiczenia wojskowe. Po zdaniu egzaminu oficerskiego odchodzi do Seewiesen, gdzie uczestniczy w kursie narciarskim. W styczniu 1917 r.jako kadet – aspirant odchodzi z grupom przydzielonych mu żołnierzy w kierunku Bozena i Arsiera. Jego zadaniem było prowadzić drużyny wojskowe na linie frontowe i z powrotem.Brał udział we wszystkich ofensywach na włoskim froncie. Na froncie włoskim zostaje do zakończenia wojny.

Jak  Jan przeżywał wojnę i jej okropności, najlepiej widzi się z jego pamiętnika,którego udało mu się prowadzić i na froncie. No,jedno jest pewne: codziennie patrząc śmierci w oczy,narażony na cierpienia każdego rodzaju,jego się światopogląd pogłębił. Wątpliwości i wahania znikają w spotkaniu z  cierpieniem i śmiercią. Chrześcijaństwo objawia się Janowi jako jedyna wartość,która zwycięża wszystko zło,jakie on wokół siebie widział i przeżywał.  Od tej chwili chrześcijaństwo wstąpi na  pierwsze miejsce w Janowej duszy,a świat umiejętności pozostanie na zapleczu. W Janie i nadal obecna jest wielka dążność do świętości i doskonałości chrześcijańskiej.

Pod koniec wojny Jan pisze swemu ojcu te znamienne słowa: „wdzięczny jestem Bogu za to,że byłem na wojnie. Wojna wiele mnie nauczyła,co w przeciwnym razie nigdy bym nie zaznał. Żywo pragnę stać się znowu wolnym i swoje życie uporządkować w tym kierunku co zaznałem,że jest prawdziwe.” –

Janowe notatki w pamiętniku obfitują potępieniami wojny. Nigdzie,ani w pamiętniku,ani w jego korespondencji nie widzi się,żeby osobiście używał broni i zgrzeszył przeciw V Przykazaniu Bożemu.

Okres wojenny uważa się jednym z najciekawszych rozdziałów jego pamiętnika.

 

P A M I Ę T N I K       W O J E N N Y

 

Graz,18.III.1916 r. – Jest wielkim prawdopodobieństwem,że i ja pójdę na front. Szczerze mówiąc ja się śmierci nie boję,bo prawdziwe królestwo jest tam na górze.  Tylko jeszcze nie zgodziłem sie z ta myślą,iż ja naprawdę  tam  pójde i nie jestem sobie świadom,że prowadzę cnotliwe życie. Wszak,od kiedy jestem w wojsku,przerwałem łączność z Nim. Nie myślałem o tym co mógłbym na sobie poprawić i nie jestem z tym na czysto czy ja naprawdę jestem w służbie dobrej sprawy………….Wszak,zawsze byłem przeciw wojnie. Wszystkich ludzi najchętniej uściskałbym i pojednał między sobą,a teraz mam ich zabijać.

Graz, 27.III.1916r. -No, największą jest męką to, że nie znalazłem ani jednej okazji do uczestnictwa we Mszy Świętej.  Nonsens! Należało  ofiarować się i  znalazła by się okazja. Akurat teraz potrzebuję siły duchowej, potrzebuję czerpać z niewysychającego źrodła Miłości, z tamtej przepotężnej mocy Eucharystii, która napełnia duszę oświetleniem, która jaśniejsza jest od dnia, która je przemienia w wewnętrzne zadowolenia, która uspokaja w uczuciu czegoś nieznanego i niezmiernego. Silnie, przepotężnie chciałbym znowu ku temu źródłu. O, Deus, adiuva me ! ( o, Boże, pomóż mi ! ).

Zingarella, 18.V.1917 r. – Ból, cierpienie, spojrzenie na tyle tysięcy zniekształconych, martwych i umęczonych ludzi, niewątpliwie pierze z człowieka wszystko przemijające i z wielką energią sugeruje mu wprost sens życia. To mało bólu co przecierpiałem, ten pierwszy strach przed kulami karabinowymi i pociskami działowymi w drodze do brygady, przypominały mi zawsze słowa Pana : „ co się boicie, czy jeszcze nie wierzycie ? ”. I po co się bać ? Ta ON na górze już wie co się stanie ze mną ! ON mnie niezmiernie kocha, ON wie czy dla mnie jest lepiej abym zginął lub abym nadal żył. I dlaczego się bać skoro ON wyznacza moje drogi !Trzeba żyć i Jego wiecznie wielbić i nie troszczyć się o niebezpieczeństwo śmierci. Co jest życie ? Przed kilkoma dniami jeden leżał przy cmentarzu. Przewrócił się i leży jak kłoda, jakby nigdy i nie żył. Czy wtedy jest używać, popuścić namiętności ? Dziwnego mi sensu skoro ze śmiercią wszystko się kończy.

Dlaczego we mnie jest aż takie pragnienie za udoskonaleniem samego siebie, za zbliżeniem z Tym Największym, dlaczego jakaś nadprzyrodzona siła zawsze mi mówi : zachowaj post, nie jedz za dużo – zbyt wiele, bądź nadczłowiekiem ?!

Monte Rasta, 5.X.1917 r. – Gonią mnie pragnienia, podkopuje mnie walka i niestałość. Kiedy wreszcie nadejdzie czas,gdy już nie będzie żadnej odrazy, żadnej nocy i żadnego grzechu? Kiedy przyjdzie czas wiecznej chwały,wiecznego zbawienia? Kiedy oglądać będziemy Baranka Zmartwychwstałego i blask Jego wiecznie-pięknej Matki,który rozciąga się ponad wszystkimi światami?   Kiedy, kiedy  będziemy zjednoczeni  w śpiewie chorów niebieskich, kiedy zgubimy się w  wiecznym śpiewie Święty,Święty,Święty, owinięci Boskim blaskiem !

Fonzaso, 5.II.1918 r. – Pana Boga nigdy nie zapomnieć ! Nieustannie dążyć ku zjednoczeniu z Nim. Każdy dzień – najlepiej świt – wykorzystać jedynie na rozważanie i modlitwę, w miarę możliwości w pobliżu Eucharystii lub na Mszy Świętej. Ta godzina powinna być źródłem dnia, w tym czasie człowiek musi zapomnieć o całym świecie, musi odrzucić wszystkie troski światowe, całą nerwowość życia, aby stać się spokojnym jak w kolebce. W tej godzinie muszą stworzyć się plany na dzień następny. Tu rozważa się o własnych błędach i peosi się o łaskę, aby pokonać wszystką słabość. Byłoby strasznie, gdyby ta wojna nie przyniosła dla mnie żadnej duchowej korzyści. Nie wolno mi tak żyć jak żyłem przed wojną. Muszę rozpocząć nowe, odrodzone życie w duchu nowo-zapoznanego katolicyzmu.

Pan jedyny niech mi pomoże, bo człowiek sam od siebie nic nie może.

Wiedeń, 9.IV.1918 roku. A kim ja będę ? Jest to ciężkie pytanie, które mnie dręczy już od dłuższego czasu. Interesuje mnie literatura i sztuka, chociaż obecnie w tym się tyle nie rozkoszuję …….. Na tym świecie jesteśmy tylko prowizorycznie ……….. , za chwilę już nas tu nie ma. To życie tylko tyle ma sensu, ile jest przygotowaniem do drugiego. Tak samo jest i z życiem narodów i ludzkości …………….Prawdą jest, iż literatura to nie wszystko. Literatura, sztuka są tylko datalami w tym wielkim dziele: Królestwie Bożym. Przed Bogiem wszystkie zawody mają jednakową wartość. Należy tylko pracować zgodnie z Jego Wolą ………… Stać się praktykującym katolikiem – musi być moim celem ……. Boże mój, oświeć mnie, abym rychło doszedł do mocnej decyzji ! Niech się wszędzie dzieje Wola Twoja, ponieważ tu jesteśmy tylko podróżnymi, a w naszej prawdziwej Ojczyźnie nie będzie się pytało czy byłem profesorem czy murarzem. Ale należy być kimś.

Fontanel, 20.V.1918 r. – Sanitariusze przenieśli obok okna na noszach krwią oblanego kucharza. pokryty jesy kocem. Twarz ma czerwoną, czerwoną, czerwoną, – krew, krew. krew, a rysy twarzy nie można rozpoznać. Misterium vitae – człowiek krwią oblany. Od Adama po dzień dzisiejszy miliony ludzi to przecierpieli i cierpieć będą aż do Sądu Ostatecznego.

Fontana Secca, 28.V.1918 r. – Królowa Maja ( miesiąca maja ) niech mi przebaczy, że o niej tak rzadko pamiętam. Boże,Boże, więcej mistycznego świata !

Solarol, w bunkrze, 13.VII.1918 r. – Przed kilkoma dniami widziałem kapłana. Najchętniej ucałowałbym ręce, które trzymały Chrystusa ……… O, Boże, gdybym już był u Ciebie ! Najlepiej byłoby, abyś płomieniem Miłosierdzia swego spalił pasożytów grzechu, które wkręciły się w moją duszę, abym dobry i świety wstąpił w Ciebie, – lub chociaż abym w życiu był natchniony świętą radością i nadludzką wolą.

Łatwo jest pisać, ale ciężko jest żyć świętobliwie.