Arhiva kategorije: Polski

Weiden

5.  W S Z Y S T K O   P R Z E M  I J A

 

Jan pragnął studiować literaturę i sztukę. Rodzice tymczasem nie byli z tym zgodni i Jan udowolił im wstępując na Akademię Wojskową w Winner Neustadt. Wytrzymał tam tylko trzy miesiące, ponieważ do służby wojskowej nie miał ani ochoty ani zainteresowania.

Krótkotrwały pobyt w Akademii nie był całkowicie bez korzyści. Jan miał okazję zapoznać odwrotną stronę życia, moralną biedę wielu ludzi. Pamiętnik z tego okresu obfituje opisami i sądami środowiska w którym Jan był przymuszony przebywać, przeciw któremu buntowała  się spontanicznie Janowa z natury szlachetna dusza. Jedna rzecz jest szczególnie doszczegalna; świat wiary, jako przeciwstawny moralnemu złu, które Jana otaczało, coraz go więcej przyciaga. Myśli religijne znajdują coraz wiecej miejsca w jego duszy.

PAMIĘTNIK – Winner Neustadt. – Nowe Miasto Wiedeńskie.21.IX.1914 r. Już dużo pisałem i niektóre karty są pełne nienawiści do tego wszystkiego.  I ja teraz widzę okropne strony tego, ale nie zagryzę. Moja wiara, zdaje mi  się, słabnie. Myśl na tamto piękno, na życie religijne, jakby zamierala. Jest to dlatego, że  nie mam towarzystwa z którym możnaby o wyższych rzeczach rozmawiać.  Spowiedź, którą tak bardzo pragnę, tu jakby nie istniała. Komunii świętej  nie mogę przyjmować……………… Jeden ze studentów odebrał sobie życie. Dla nich być żołnierzem to ideał. Dlaczego, jak, o tym  się nie myśli. – Gdy ten ideał zniknie, nie wie co jest sensem życia, nie chce dalej żyć. Życie nie jest rozkoszem, lecz  o  f i a r ą .

15.X.1914r. – W najdonioslejszych  chwilach najlepiej wychodzi na jaw podłość ludzi. Był „ Ausmusterung’’.  Nowi oficerowie złożyli przysięgę, że całego siebie ofiarują Bogu,, cesarzowi i  Ojczyżnie , a wszyscy koledzy byli pijani jak zwierzęta. Tu przeklinają Boga w języku chorwackim, opowiada się świństwa, żyga  się i pluje po  podłodze. Kilku z nich siedzi na podłodze i z butelki piją szampana. Tak, to są ci sami co wczoraj szydzili ze mnie, że uczę się łaciny i tęsknę za niematerializmem .

Po tym ochydnym otoczeniu, było mi bardzo przyjemnie i miło, gdy z K. odwiedziłem grób Zrinskiego i Frankopana. (Ich prochy zostały przeniesione dopiero w 1919 roku z Nowego Miasta Wiedeńskiego do katedry zagrzebskiej – uwaga autora).  – Nad grobem jest płyta z napisem w języku łacińskim. Na samym grobie zwiędły wieniec i ślady szarfy w kolorze flagi chorwackiej. -To nam przypomina, że byli tu dobrzy ludzie i swoim bohaterom narodowym wykazali  tą miłość jaka się jeszcze prochom może okazać.  W cieniu lip i cyprysów, w wieczornej rumieni, która się miesza z czarnym dymem, spoczywają ich prochy. Chwała Wam, uczciwi Chorwaci! I kamienne serce zapłacze, gdy zobaczy jak dobrzy ludzie giną.. Nie, oni nie zginęli, oni jeszcze żyją w pamięci uczciwych Chorwatów. Z ich krwi rozkwitały i rozkwitać będą kwiaty i róże.

25.X.1914 r. –  Wszystko przemija. Czuję to teraz z całej duszy.

 

 

Możliwe, że mi każda następna chwila może przynieść ochydną myśl. –  walka

ciala  z duchem .  Całe życie jest taką walką między dwoma elementami i przez tą  walkę dochodzimy do Ideału naszego życia : Wszechmogącego. Boże, Boże Swięty, daj mi siły do modlitwy, abym porozumiał się ze swoim Stworzycielem, z Twórcą wszystkich wspaniałych postanowień w naturze z Gospodarzem bezmiernych migających gwiazd, z Wieczną Prawdą. „Modlić się,- znaczy wierzyć”. Ja wierzę w Pana Boga Wszechmogącego, wierzę, że ON jest doskonałym Duchem w wolności woli i wielkości. Jestem człowiekiem słabym, posiadam wolną wolę, ale ograniczoną. To mało iskry Promoteuszowej :

cząsteczka dzieła Wszechmogącego  przyciąga  mnie  Temu i udokumentuje  istnienie Tego.

Tak jak człowiek, który  jeszcze nie okalał  się błotem, pragnie  aby rozmawiano z madrzejszym od siebie, tak samo duch swoją zapałczywością dąży za doskonałym,  za wielkim Duchem. W modlitwie rozmawia się z NIM, a ON mu tak dziwnie, delikatnie odpowiada,że człowiek myśli,iż oddycha powietrzem z wysokości. Ta rozmowa ze Wszechmogącym , ta łączność, uznawanie Wszechmogącego, to jest wiara. Wiara bez modlitwy -martwa jest. No,  modlitwa  nie mierzy się długością  i ona nie musi być czytana z ksiąg . Rozmowa z własnej wrażliwości, rozważanie o Pismie Świętym i zamiarach Wszechmogącego, – to jest modlitwa.

BÓG jest duchową Istotą. A ponieważ my jesteśmy cielesnymi, to myśl  o NIM jest cielesno – duchowa. Aby GO zrozumieć, – stał się EMANUELEM,  nam podobnym. I my  możemy modlić się do Pana Jezusa. I ta modlitwa jest nam dużo lżejsza,  ponieważ JEZUS jest nam bliski . –

7.XII.1914 r. – Spotkałem się z członkami Katolickiego Stowarzyszenia  Studenckiego „Chorwacja” w  Wiedniu. Odczułem tą więź, która ich wszystkich łączy. Miło jest znależć się w towarzystwie , w którym wżywa  sie  tylko w erotyczność i żyje tylko dla erotyczności, między ludzi,mężczyzn i kobiety, którzy działają  tylko dla jednej myśli, którzy żyją uczciwie  i szlachetnie. Tak, nie zachodzi potrzeba, abym mówił o wielkości i

piękności  życia chrześcijańskiego.

19.XII.1914r. – Gdy słyszę, że mówi się nieprzyzwoicie, kiedy to i do mej duszy chcą wciągnąć paskudne obrazy, zawsze niezmiennie  widzę obraz MADONNY z DZIECIĄTKIEM,  –  ów piękny i majestatyczny wyraz, to skoncentrowanie wszystkiego wzniosłego.

22.XII.1914r. – Kończę pamiętnik i żywie nadzieję. Proszę Wszechmogącego, który wytyczył drogę słońcu i gwiazdom, kierunek każdej roślinie i zadania  każdej mrówce., – niech i mnie  odtąd wskaże drogę do Czystości, wielkiej umiejętności, wszystkiemu Najwyższemu i Wiecznemu. Niech się znowu obudzi Faust, który tu jakby zasnął.

 

 

6.   ALBO    BYĆ   KATOLIKIEM  –   ALBO   NICZYM

 

Rodzice doszli do wniosku, iż nie ma sensu zmuszać Jana do takiego powołania dla którego nie miał woli, ani nie odczuwał zadowolenia.

Gdy na Boże Narodzenie 1914 roku przyjechał do domu, do rodziców w Banja Luce, już nie wrocił  do Akademii. Na początku 1915 roku udaje sie na studia do Wiednia. Z woli matki zapisuje się na Wydział  Prawa. Jan przy tym uczęszcza  i   na  wykłady z literatury. –

We Wiedniu  Janowi się kulturalne  horyzonty bardzo rozszerzają . Dużo czyta, uczęszcza do teatrów, idzie na koncerty i do opery.  Zapoznaje się  z bliska z naukowym i literackim ateizmem oraz z jego moralnymi  i socjalnymi skutkami. Proces Janowego duchowego dojrzewania jest w toku.  Jest to okres jego największych  błąkań i poszukiwań wewnętrznych. Męczy go problem miłości. Dużo o tym rozważa i pisze. Wspomnienie  na Małgosię jeszcze zawsze jest żywe. Męczą go i problemy wiary,ale mimo całej wątpliwości, on pragnie wierzyć. Cieszy go  Eucharystia i na wielu miejscach notuje swoje uczucia i przeżycia o tym Sakramencie. Odczuwam w sobie  wielkie pragnienie za moralnym  doskonaleniem,  za wywyższeniem  ponad   przeciętne  życie.

 

 

                    PAMIĘTNIK         ——-        W I E D E Ń

 

17.I.1915 r. –    Moja modlitwa idzie teraz do Niepokalanej: niech mnie w tym mieście strzeże na każdym kroku!  Każdy mój krok i chód  niech będzie skierowany ku pięknie.  W ogóle pragnę, aby tu rozkoszować się tylko pięknem. Moją dewizą jest  Keats-a: „A thing of beaty is a joy for ever”.- –  Tylko Pięknem dochodzi sie do żródła.

27.I.1915 r. – W niedzielę jest Komunia Święta. Nie mogę pojąć,że Chrystus, Bóg  Stworzyciel, do którego wszystko dąży, którego człowiek we śnie i na jawie odczuwa, Ten Silny i Wszechmocny, który Wszechświatu dał obroty, Ten który czuwa nad każdą trawką i nad każdym robaczkiem, że Chrystus któremu ręce i nogi gwożdżmi przebijali, na którego plwali, Ten który zmarłych wskrzeszał  i dzieci  kochał, a przy  Swojej własnej śmierci słóńce zaćmiłi ziemią wstrząsnął, że Ten moim będzie, że ze mną rozmawiać będzie, z człowiekiem,  za którego wprawdzie tylko ja wiem.. Po tym akurat widzę, że jest ON, bo w tym wskazuje Swoją niezmierną miłość.

1O.III.1915 r. —  Życie musi dla nas być ofiarą,a dużo pięknego nawet nie ogląda.

17.V.1915 r. –   Życie mi jest wielkim znakiem zapytania. Z dnia na dzień traci się moja dziecinna wiara. Nie wystarcza  mi  poprzednie różnicowanie  między dobrem a złem.   Pytam się czy tamto co przedtem  uważałem dobrym,jest naprawdę dobre. Co to jest „naprawdę   dobre”,czy istnieje  „dobro”?  Czy te wszystkie poglądy na świat nie są tylko przesądem? I stale tak żyję i pytam się.  Tylko to co widzę przed sobą, pojmuję,że istnieje…………… Czy istnieje  B ó g, czy nie istnieje ? Potem: co rozumię pod imieniem B Ó G ?    Faktem jest,  że ON istnieje,że odczuwam GO wokół siebie, w sobie tu, tam, wszędzie.  Jego  melodie podtrzymują i napełniają cały Wszechświat.  Każdy człowiek odczuwa oddech czegoś większego i wieczystego…………….. Otóż, BÓG   ISTNIEJE.  Potem pytamy się: co jest ten     B ó g,   jakim jest?  Czy możemy modlić się ?   Czy jest osobowy?

 

Na te pytania odpowiada nam nasza  wewnętrzność w pojedyńczych, skromnych przypadkach. Jeśli obrażę swoich rodziców, –  żal mi jest bardzo.  To jest dowodem, że wrażliwość uczynionej niesprawiedliwości nie jest przesądem, lecz że w nas istnieje sprawiedliwość. Sprawiedliwość jest jedną zasadą, która jest w nas, – i cała   wewnętrzność    w   nas  oburza się, jeśli działamy przeciw tej zasadzie. I TEN,  którego my odczuwamy wokół  siebie do, którego rozum dochodzi, że jest Wiecznym, ku któremu dusza mimo woli dąży. TEN na pewno będzie Sprawiedliwością.  Tym dochodzimy do osobnego BOGA.   ON istnieje, – i ja  twardo wierzę, –  i w najsilniejszych chwilach pokusy i  wątpliwości,że ON jest JEDYNYM, WIECZNYM, WIELKIM BOGIEM.  Skoro   BÓG  istnieje, już  następuje, iż nasze życie ma cel.  Potem trzeba jeszcze  pomyśleć na coś, o czym  ludzie nie myślą, – i to by ich mogło łatwo doprowadzić  do  prawdziwego poznania,że umrzemy.   Kogoś bardzo  kochamy, – i ten umrze. Nigdy, nigdy go już nie zobaczymy.

 

I my sami, pełni jesteśmy myśli, zwątpień, dążęń, przypuszczeń……………………

I teraz na raz umrzemy. Dlaczego by to wszystko? Dlaczego  tyle myśli i  dążeń, kiedy wszystko jest nadaremnie, kiedy przepada w próżnię, kiedy dusza nie jest osobnym  elementem?  NIE, to być nie może. Kiedy w naturze wszystko jest tak wspaniale uporządkowane , musi być i wieczność  naszego  życia w sensie sprawiedliwości.  I   naprawdę tak to jest, – i w to  wierzę, i w chwilach, gdy odczuwam to  dziecięcią  wiarą, kiedy brzydzę się zła, i kiedy rozpalam się w modlitwie, – jednak na dnie duszy zostaje tamta wątpliwość, ten wielki znak zapytania ostatniego Adama: dlaczego? co? I znowu,mimo całej wątpliwości , W i e r z ę.

No, nie wystarczy tylko wierzyć. Nasza wiara musi być systemem, musi być drogowskazem życia, aby nie działać przeciwko zasadom sprawiedliwości  i wieczności. Religie dają systemy. I ja widzę: „Aut catholicus –  aut nihil” (Albo być katolikiem, –  albo niczym).  W tym kierunku nigdy we mnie nie istniała nawet najłagodniejsza  wątpliwość.  Wiem  i  odczuwam,że katolicyzm jest jedyną prawdziwą wiarą (jeśli  w ogole wiara istnieje). O innych nawet nigdy nie myślałem, żęby lepsze były od katolickiej. Oto, ja w duszy jestem katolikiem, ale tamten pierwiastkowy człowiek we mnie, tamten Faust, który nie wie o wychowaniu ani o przesądach, ciągnie mnie w dążeniu  w dół i czyni ze mnie,  abym we wszystko wątpił.

No, o tym dość. Musiałbym swoje życie krytykować. Tym, że moja silna wiara w katolicyzm osłabła, obniżyło się i każde prawdziwe zachwycenie, każdy surowy sąd  o wszystkim co się zdarza.   Wszystko co obserwuję, patrzę i nie wiem czy to dobre, czy to złe.  Świat  się obejmuje i kocha, – no niech się obejmuje i kocha. Oto, jeden uderzył mnie w twarz. No, wszystko jedno,niech uderzy jeszcze raz.  No, tyle jest ludzi biednych,tyle się ludzi zabija. Niech jest to wszystko, aby się tylko mojej   skóry nie tyczyło.  Faktycznie,jeśli mi rozum i mówi, że to   nie jest sprawiedliwe, wprawdzie, przeżyłem to wśród tych wewnętrznych wątpliwości. A teraz jest  najwyższy czas,aby to wszystko z siebie zrzucić i pomyśleć, że KTOŚ  z powodu Prawdy umarł na Krzyżu  dla mnie………………..

Tak przeprowadziłem uczuciową analizę. A gdybym stosował świete

zdanie: „po owocach wiemy jakie jest drzewo,” –  doszedłbym sposobem rozumu,wiedzy,umiejętności,głównie historii do wyniku,iż istnieje jedna pewna prawda i że się ona ciągnie przez całą  historię, i że są wszystkie dążenia i ludzkie błądzenia wprost błąkaniem wokół katolicyzmu,którego mało kto prawdziwie odczuł. I mimo wszystko to co wierzę, jestem człowiekiem, i na dnie duszy zostaje wątpliwość, i ona mnie umacnia,ponieważ jest przyczyną  duchowej walki  i sprawdzeniu, które przeżywam jako człowiek.

23.VI.1915 r. –   Mili  rodzice nadesłali mi życzenia imieninowe. Niech ich Wszechmogący błogosławi!  Gdy powątpię w Najwyższe,w Dobroć,w całą swoją  ideologię, we mnie jest niezachwiana miłość i życzliwość do rodziców, odczuwam ją  tak żywo i ona mi świadczy, że miłość, dusza, B  ó g  nie  są utopią,że to wszystko istnieje,że człowiek jest doprawdy ideą która dąży do swego żródła.

 

 

 7.      DĄŻENIE   ZA  WYŻSZYMI  WARTOŚCIAMI

 

Tylko co Jan Merz  zdał egzamin dojrzałości,wybuchła I wojna światowa. Latem 1915 roku Jan zostaje powołany do wojska..Oczekując na pójście do wojska, Jan przebywa u rodziców w Banja Luce. W tym okresie w Sarajewie  Jan zdaje egzamin z języka łacińskiego,którego nie uczył się w gimnazjum.  Jan i nadal dużo czyta dzieła literackie. Pilnie prowadzi pamiętnik. Problemy,które go męczyły  w Wiedniu,jeszcze są wciąż obecne.Jednak, zdaje się, że się stopniowo uspokaja. W świetle wiary znajduje stopniowo rozwiązanie na liczne problemy. I nadal Jan odczuwa dążenie za udoskonaleniem swojej duszy i swojego charakteru. Czuje się słabym.

Zwraca się do Boga o pomoc przez szczerą modlitwę. W tym czasie Jan podejmuje bardzo ważny krok na drodze rozwoju swojej osobowości : na Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, 8 grudnia 1915 r. ślubuje cnotę czystości do czasu zawarcia związku małżeńskiego. Tym postanowieniem Jan zobowiązuje się, że nie złamie VI i IX Przykazanie Boże.

5.IX.1915r. – Zwracam się znowu do swojego najlepszego przyjaciela. Cały dzień znajdowałem się w okropnym położeniu duchowym. W kościele nie mogłem się prawdziwie skupić, nieprzerwanie nasuwały mi się pytania czy ja  sam siebie nie oszukuję i nie zaślepiam, czy to nie jest tylko zarozumiałość. Do tego przyłączył się okrutny konflikt z naturą …….. Albo być katolikiem, albo niczym, – znowu mówię. No, dlaczego są tu te okropne zwątpienia, ta małostkowość do samego siebie ? Przy tym jest w człowieku egoizm, że się musi brzydzić samemu sobie. Wprawdzie, obecnie już nieco wyszedłem z tych zmieszanych uczuć. Przed oczami mi jest obraz Madonny w szkarłacie.

Sarajewo, 25.X.1915r. – Wspaniałe są   niektóre  rozdziały z Ewangelii   Św.Jana o Komunii świętej.  Na ostatniej  Mszy świętej dużo  o  nich  rozważałem i tak wżyłem się, że naprawdę mistycznie odczuwałem  Przeistoczenie i że tam jest obecny Chrystus,któremu musimy się kłaniać.

Wiedeń,24,XI.1915 r. – W ostatnim czasie intensywniej pracowa łem przy kultywowaniu swej duszy. Czytam  „Naśladuj   Chrystusa” i rozważam.  Jest to duża książka,pełna mistyki,która i mnie jest potrzebna. Człowiek w każdej chwili widzi jaki jest mały,a jak wielkim jest Ten,który za nas umarł,który Chleb  – Bożę  samego Siebie, całą Swą Wielkość,całą

miłość –  daje nam. Nie można wypowiedzieć  co się                                                  czuje, gdy  ON zjednoczy się  z   nami. Nie,pragnienie za jeszcze więcej i więcej, za Chrystusem całym,za Światłością ,za Bogiem – Stworzycielem,za którym serce nasze wciąż tęskni.

Banja Luka, 12.XII.1915 r. –  Pojednany jestem,może, na zawsze z naturą. Element żeński w  moim życiu odegrał rolę,którą musiał. Z kobietami tu więcej nie mam nic wspólnego. Już  się nie zakocham,mogło by się wyrodzić  w zmysl. Pozostałe kobiety niech w moim życiu odgrywają rolę męskiego, szczególnie delikatnego męskiego przyjaciela. No,ciężko mi jest,gdy pomyślę,że  zawsze będę musiał poruszać się w towarzystwie pełnym zmysłowości.  Przed kilkoma dniami ślubowałem Najświętszej Dziewicy czystość do zawarcia  związku małżeńskiego. Może to potrwa i do śmierci.

28.I.1916r. – W duszy jestem niejako uspokojony,no jednak pojmuje,że jestem bardzo daleko od  jakiejkolwiek  doskonałości (być lepszym od   swego otoczenia).  Bardzo mnie to boli. Tu  wymyślam sobie coś na swój dobry przykład i widzę,że jestem chrześcijaninem  tylko na języku,ale nie w czynie. Chrześcijaństwo mi jeszcze nie weszło w  krew. Nie ma nic ciężejszego niż być dobrym chrześcijaninem …………………Całę życie jest przeciw moim pragnieniom.  Bezsilność i wiecznie bezsilność.  Musiałbym dłużej modlić się do Boga,aby nie stracić tą mistyczną  łączność  z   Nim,aby Go odczuć w każdej myśli,przy każdym  wejrzeniu i przy  każdej pracy. A tak to modlę się  rano i wieczorem,wprawdzie myśli mechanicznie wypowiadają  święte  słowa. Musiałbym dziennie, chociaż  tylko pół godziny,czytać Ewangelię,rozważać o tym,a potem w południe po modlitwie „Anioł Pański” uświadamiać sobie niektóre  transcendentalne  sprawy i tak cały dzień,całe życie spędzać w tym mistycznym świetle,stwarzając ze swej duszy arcydzieło i szukać Prawdę – Cel.

28.II.1916r. Przed odejściem do wojska, napiszę jeszcze kilka zdań. Tym kończę ten  pamiętnik, którym chciałem wychowywać swoją wewnętrzność i ze swojej duszy arcydzieło. Odczuwam, że jestem jeszcze bardzo daleko od celu ….. Wczoraj przyjąłem Komunię Świętą i jestem wesoły i zadowolony tak, że się, zdaje mi się, nigdy nie będę smucił, chociaż mi i ciężko będzie…… Człowiek jest tu tylko podróżnym, jego prawdziwe przeznaczenie nie jest tu na tej ziemi, on jest wybrany do czegoś wyższego. Wprawdzie, gdy człowiek  zawlecze się w samotność, cały świat realny, wszyscy koledzy, przyjaciele, cała zaczarowana natura wydaje mu się snem. Człowiek odczuwa również, iż ona jest nierealna, a myśl, że jest prawdziwą realnością, że świat duchowy, świat nocy i modlitwy, realniejszy od wszystkiego co w ogóle widzialnego istnieje. Należy dążyć tylko za tym życiem, za tą realnością.

Wieczorem, dnia  28.II.1916 r. – Jeszcze mam szum w głowie : śmiech i krzyk dziewcząt, rada Wikty ……

Pytam się czy mi nie żal tych wszystkich ludzi. Jest, zauważyłem, że mnie wielu polubiło ….. No, czego mi jest tu najwięcej żal, to jest Dr R.  Nie rozmawialiśmy dużo, no u niego jest wszystko w pełni życiowej siły, dużo miłości i niejako dziwnej, wprawdzie mistycznej czystości. Jak taki człowiek oddziałowuje na drugiego. Sam czuję, że nie wiem jaki inteligentny człowiek, nigdy nie może tak wpłynąć na mnie, jak czysty. Rzeczywiście tak jest i właśnie to potwierdza mi prawdziwość chrześcijańskich zasad moralnych. Czystość i wiecznie czystość powinna byc hasłem.

Daj, Boże, zdrowia i wszystko będzie ! Trzeba tylko znaleźć odpowiednich dzieł do studiowania Pisma Świętego.

Banja Luka

Bozidar Nagy, SJ

KTO TO  JEST IVAN MERZ ?

Biografia i działalność Ivana Merza

 

 

  1.     P R Z  E D  M O W A

 

Książka, którą trzymacie w rękach, pragnie odpowiedzieć na pytanie : Kto to jest w rzezcywistości IVAN MERZ – (IVAN MERZ) ? – O nim, prawdopodobnie, już słyszeliście, o nim tu i tam może i coś przeczytaliście . Jednak jest dużo tego pięknego z tego jednolitego młodego życia co jest godnie i korzystnie poznać.Większości katolików starszego pokolenia imię Jana MERZA jest bardzo dobrze znane. Dla wielu był przyjacielem, wzorem,ideałem, a dla licznych jego imię oznaczało nawet  program życia i  działalności.

         Zasługi  Jana  Merza dla Kościoła  w Chorwacji  są tak  duze,a świątobliwość jego życia tak znamienna i przyciągająca,że on jest pierwszym świeckim w naszej 13OO – letniej historii chrześcijaństwa,dla którego miejsco

wy Kościół rozpoczął postępowanie  służbowe o beatyfikacje na błogoslawionego i świetego.

Wierzymy, że i was podbije piękność Janowej duszy,że i was opromieni światło łaski Bożej, która w Janowym życiu była tak obecna i widoczna,że go Ks.Arcybiskup Zagrzebski Dr Franjo Kuharić z całą pewnością nazwał  „Arcydziełem Ducha Swietego”. Przy końcu książki publikujemy niektóre spośrod nazw,ktore Janowi przydawali i z ktorych widzi się kim on był dla katolików swego pokolenia. No,ludzie Boży są zawsze aktualni. Bóg przez nich mówi nam językiem naszych czasów. My mamy w udziale to, abyśmy posłuchali tą Bożą mowę.

W niniejszej książce otrzymacie wszak tylko podstawowe dane o Janowej osobie i jego życiu. Wybrano to najwybitniejsze,aby otrzymać chociaż  ogólny wgląd w to szlachetne życie wypełnione miłością do Boga i bliżniego. Duzo tego interesującego i wartościowego było niemożliwe wnieść do niniejszej książki. To znajdziecie w pozostałych książkach o Janie,które są już wydane. Tak samo opuściliśmy różne notatki jak i  naprowadzenia skąd wzięto dane i cytaty. I to znajdziecie albo w  wspomnianych  publikacjach albo u autora niniejszej książki .

Pragniemy,aby i to było jednym z przydatków nie tylko zapoznawaniu postaci naszego Jana,ale i naszemu staraniu, aby usłyszeć co nam Bóg poleca przez święty przykład Janowego życia i działalności.

 

 

  1. W    S R O D O W I S K U       L I B E R A L N Y M

 

Nasz Jan urodził się dnia 16 grudnia 1896 r. w Banja Luce,Bośnia. Ojciec jego pełnił tam obowiązki szefa dworca kolejowego,chociaż z zawodu był urzędnikiem  wojskowym,oficerem ówczesnej Monarchii Austro-Wegierskiej.  Jan był jedynakiem u swoich  rodziców.Jako takiego od samego dzieciństwa  otaczała go wielka miłość rodzicielska.Wysokie stanowisko Janowego ojca w społeczeństwie  i zapewnione środki materialne umożliwiły Janowi beztroskie i szczęśliwe dzieciństwo.

Od swoich rodziców Jan otrzymał przyzwoite mieszczańskie wychowanie,ale bez zasad chrześcijańskich. Jan wychowywał się w środowisku liberalnym,w którym wysoko ceniono wartości świata,a chrześcijaństwo było więcej tradycją i formalnościa,oznaką przynależności socjologicznej i nie wnikało w zycie rodzinne tego wyższego  słoju mieszczaństwa banjaluckiego do którego należała i rodzina Merzów. Swoje podstawowe wiadomości  religijne Jan  otrzymał na katechezie , która wówczas była prowadzona w szkole,aż do matury.

Do szkoły podstawowej Jan zaczął  uczęszczać w Banja Luce.II i III klasę  kończy w mieście Prijedor,gdzie ojciec czasowo pracował. Potem  kontynuuje  naukę w Banja Luce,aż do ukończenia  Gimnazjum. Maturę zdał 1914 roku. Dla jego religijnej orientacji, jak to sam  Jan twierdzi,nie było tu zasłużone ani rodzinne wychowanie,ani obowiązkowa  katecheza  w szkole,lecz przykład i wpływ jego profesora w szkole średniej,wzorowego katolika świeckiego Dr Ljubomira Marakovića.  Prof.Maraković zostawił nam  ciekawe spostrzeżenie z Janowych szkolnych czasów,gdy Jan mial lat  piętnaście „U Jana aż do prawie ukończenia szkoły średniej nie była w ogóle wzbudzona myśl dla wiary i życia religijnego. W okresie całej mojej pracy w Banja Luce,Jan był jedynym uczniem, któremu w V-tej klasie przy inspekcji w kościele,musiałem zwrócić uwagę na należyte zachowanie,ponieważ po Podniesieniu ręce trzymał na plecach.”

Janowe wielkie zainteresowanie dla literatury i sztuki spotkało się ze zrozumieniem u prof. Marakovića,który był mu profesorem języka chorwackiego. W wyższych klasach gimnazjalnych Jan znajdzie w nim również i przyjaciela,który go przez umiejętność i literaturę stopniowo kierował ku moralnym i religijnym wartością. Już w dojrzałym wieku,Jan oświadczy,że przyjażń z profesorem Marakoviciem miala dla niego bardzo wielką wartość;”Katolik świecki wybawił mnie dla Wieczności”.

 

 

  1.       R O Z Ś P I E W A N A       M  Ł O D O Ś Ć

 

Mało jest ludzi,a  i  wsród większości świętych i  błogosławionych , których byśmy duchowy  rozwój i wspinanie sie ku Bogu mogli tak z bliska naśladowac,jak to jest u naszego Jana Merza. W swoim obszernym   pamiętniku,którego zaczął prowadzić za namową  swego profesora Dr Marakovića w wieku  17 lat i kontynuował  aż do swego dojrzałego wieku, przez osiem lat,Jan nam opisał  każdy ruch swego mlodzieńczego serca,każdy krok swego wzlotu ku życiowym wartością i ostatecznie ku BOGU. Ten drogocenny dokument streszczony jest w dwudziestu notatnikach a w maszynopisie liczy 8OO stron..

Co Jan pisze w swoim pamiętniku ? Wszystko co przeżywa w sobie i wokół siebie. Nasladujemy go z dnia na dzień jak wzrasta i rozwija się, jak przebija się przez młodzieńcze kryzysy,zwątpienia i szukania w religijnym i moralnym sensie.

Obserwujemy go jak jest zajęty poważnymi życiowymi problemami uczciwości i sprawiedliwości, jak rozwiązuje problemy życia i miłości, jak po faustowsku szuka prawdy. Współczujemy z nim nad jego tragicznie zakończoną  pierwszą młodzieńczą miłością, która była pełna idealizmu. Prowadzony namacalną łaską Bożą stopniowo znajduje swoją drogę. Jego poglądy  na świat krystalizują się  i  przyśpieszonymi krokami Jan zbliża się  ku szczytom życiowych wartości.

Jesteśmy świadkami jak Pan Bóg  coraz więcej i więcej wypełnia jego duszę i jego młodzieńcze serce, które Mu, w gorliwości dojrzałego młodzieństwa, całkowicie poświęci i ofiaruje.

Niejeden młody człowiek na kartach jego pamiętnika przepoznał siebie. Znalazł tyle tego wspólnego co mu wlało zaufanie i odwagę, aby nie ustał w poszukiwaniu Prawdy, Dobroci, Piękności i Miłości, które Jan ostatecznie odnalazł objawione i urzeczywistnione w Jezusie Chrystusie.

W tym krótkim i zwięzłym przedstawieniu Janowej biografii, publikujemy tylko niektóre ważniejsze fragmenty z jego arcyinteresującego pamiętnika, które umożliwiają nam, aby choć na moment uchylić drzwi do świątyni jego duszy, którą coraz to więcej wypełniała  Łaska. Liczne ciekawe miejsca, szczególnie te gdzie Jan wspomina swoje wątpliwości, poszukiwania, gdzie opisuje swoje wewnętrzne walki o prawdziwe życiowe wartości, o wiarę, moralność, uczciwość, – z powodu ograniczonego miejsca, nie mogliśmy tym razem umieścić.

Zainteresowany czytelnik  znajdzie je w innych Janowych biografiach. Najobszerniejsze fragmenty umieszczone są w książce „BORAC s BIJELIH PLANINA” – BOJOWNIK z BIAłYCH GóR.

 

 

 

  1.                               P R O R O C Z Y    M O T T O

 

Na początku  swego pamiętnika Jan umieszcza okrzyk :

,, Evviva l,arte,, ! – Niech żyje sztuka ! Oznacza tym swoje zachwycenie dla świata sztuki i jej wartości, które dominowały jego duszą w pierwszych latach młodości.

Jako motto dla swego pamiętnika JAN stawia wiersze z literackiego dzieła Manfreda angielskiego pisarza  Byrona. Po wierszach, które tu przytaczamy w  przekładzie chorwackim, następuje wielce znamienna dedykacja :

Za młodych lat gorąco pragnąłem ,

Aby serca innych

Sercem swoim  przesiąknąć,

Aby świecić narodom,

Aby się wspinać,

Sam nie wiedząc dokąd,

Może i do upadku,

Ale padać jak górski wodospad,

Co po skoku z dużej wysokości

W zapienionej swej przepaści sile,

Podnosząc  się tworzy słupy mgliste

I nowy obłok i nowy deszcz z nieba

On głęboko, jeszcze zawsze leży silny.

 

To jest mój wieniec,

którego składam na jej grób,

świętemu i chwalebnemu wspomnieniu

pierwszej miłości,

która  mnie odrodziła.

 

Musimy zatrzymać się na moment przed tą uroczystą uwerturą Janowego pamiętnika. Powyższe wiersze Jan poświęca na pamiątkę swojej pierwszej młodzieńczej miłości, która dla niego była świętą i zaszczytną, bo była czysta, idealna.

W szesnastym roku życia Jan Merz – IVAN MERZ –  zakochał się w pewnej dziewczynie. Była to Małgorzata Teschner, jego rówieśnica, którą zapoznał w kręgu rodziny  przyjaciół swoich rodziców. Niestety, miłość ta skończyła się bardzo tragicznie, ale nie z winy Jana..Na wakacje  Małgorzata wróciła do rodziców w  Trawniku. Jak była lekkich poglądów na świat, co już sam Jan zauważył, dała się uwieść przez jednego człowieka. Gdy ją ten opuścił, z rozczarowania odebrała sobie życie. Jan ją będzie często wspominał w swoim pamiętniku. Napisze, że po jej śmierci w jego duszy nastąpiło załamanie, ale z tym związane było i odrodzenie. W jakim sensie ? Jan nam o tym nie pisze dużo, ale z jego dalszego rozwinięcia i rozważania. które możemy naśladować w pamiętniku, dużo tego możemy przeczuwać.

W tej czystej młodzieńczej miłości Janowi się odkryły nieprzeczuwane horyzonty ludzkiej duszy, jej nieukojone dążenia ku jednej większej, trwalszej, wiecznej Miłości, które ani jedno ludzkie stworzenie zadowolić nie może.

Bo ziemska miłość jest tylko bladym obszarem, małą iskierką tamtej wielkiej Bożej Miłości z której jesteśmy stworzeni i która nas oczekuje w końcu tego ziemskiego życia. Chociaż Jan z początku i nie był, może, tego całkowicie świadom, to doświadczenie ziemskiej sympatii i miłości, aczkolwiek było wzniosłe, czyste, szlachetne, krótkotrwałe i w jego przypadku bardzo tragiczne, było mu później tylko drogowskazem ku jednej wyższej i bardziej wzniosłej Miłości, którą Jan odkrył w Jezusie Chrystusie, któremu poźniej poświęcił całe swoje młode życie.

Naszą uwagę w międzyczasie daleko więcej przyciągają same wiersze, które Jan przepisał z Manfreda. Gdy je wziął za motto swego pamiętnika, znaczy, że w nich odnalazł siebie, swoje dążenia, swoje rwanie się wzwyż. W pierwszym rzędzie znajdujemy wyrażony jeden młodzieńczy idealizm, poryw jednej duszy, którego często młodzi Janowego wieku potrafią odczuć. Ale, zdaje nam się, i nie tylko to.

Dziś, gdy przed naszymi oczyma mamy całe Janowe życie i gdy widzimy co się wszystko wydarzyło po upadku na ziemię „górskiego wodospadu”, zostajemy bardzo zaskoczeni nad proroczą treścią tych wierszy. Po swoim odejściu z tej ziemi do żywota wiecznego JAN wielu ,,serc przesiąknął swoim sercem”, swoimi myślami, swoimi ideałami. Zabłysnął narodowi chorwackiemu i ta jego światłość staje się coraz jaśniejsza. Zaczyna stopniowo świecić i u innych narodów.

Liczni cudzoziemcy, którzy się z nim po raz pierwszy spotykają, zostają zdumieni nad jego postacią. W sile wieku ten wodospad czystego życia, którym Jan oczarował swoich współcześników, upadł na ziemię w dziewiczej bieli, ale nie został leżeć. Miejsce jego spoczynku staje się źródłem dobroczynnego wpływu. Niewyczerpane bogactwo Janowych myśli z jego bogatej spuścizny duchowej, wysłuchania, które dokonują się za jego wstawiennictwem na kształt cichego łaskawego deszczu, spadają z wysokości na wszystkich, którzy się do niego zwracają, którzy się nim interesują.

Te prorocze wiersze są wyrazem niejasnego przeczucia tego posłannictwa, które Opatrzność Boża przeznaczyła Janowi w Kościele i w świecie, a które Jan, zdaje się, niezdecydowanie przeczuwał już w zaraniu młodzieńczego wieku. Jego posłannictwo jeszcze zawsze jest na drodze urzeczywistnienia. Jan jeszcze wciąż znajduje się w wzlocie, aby ,,zaświecić narodom” z ołtarzy kościołów katolickich świata chrześcijńskiego. Mamy nadzieję, że ten czas nie jest daleko.

 

 

P A M I Ę T N I K  – B A N J A   L U K A

 

Banja Luka, 27.II.1914 r. – Wczoraj w czwartek pisaliśmy zadanie szkolne o ,,korzyści pamiętnika,,. Maraković nam objaśniał dużą korzyść tego, szczególnie wspominając czasy Goethego, w których świat głębiej odczuwał. To widzi się z licznych  pamiętników………… No, w ciągu godziny a i dnia rozważałem o tym i doszedłem do wniosku, że Ljuban – jak zawsze – ma rację. –

2.III.1914r. – Na lekcji fizyki mówiliśmy o prędkości światła . Światło od niektórej gwiazdy potrzebuje 8,1O,25 i 25O lat, aby doszło do nas. Boże, jaki  jest Wszechświat; wszystko świeci, wszystko krąży doskonale, punktualnie, wszystko jest wielkie, ogromne. Gwiazdy jeżdżą przez przestrzeń, wszystko jest niezmiernie w tej ogromnej przestrzeni. Nasza ziemia jak okruszynka również leci i obraca się. Człowiek na niej jest przedstawionym punktem matematycznym i on (człowiek) zazdrości, martwi się i wynosi się. Co jest człowiek? Nic! To ,,nic,, ten matematyczny punkt w punkcie, obejmuje i widzi dużą scenę Wszechświata i jeszcze dalej – dalej. Czy nie jest to materia, co ogląda człowiek, niszczejąca, a znowu tak ogromna?

A ten cały Wszechświat, to co się słyszy i nie słyszy, kto kieruje tym teatrem, kto jest ten Wspaniały Duch, który to obejmuje? ON jest. – – – – – – – – – – – – –            26.IV.1914r. – Im więcej zapoznaję katolicyzm, to więcej widzę, iż jest niewyczerpalnym. Już pragnę przyjąć Jego Ciało, cel i ostateczny powód ludzkości. Jaka jest Miłość Jego, jak On, Niezmierność, którego nie możemy pojąć, ON, który kieruje Wszechświatem i każdą trawką i który wie i patrzy na sprzeczki wątłego rodzaju ludzkiego, daje nam, maluśkim i nikczemnym, Siebie na spożywanie.

21.VI.1914r. – Jest piękna noc. Niezmierny mechanizm Wszechświata stoi nieruchomy. Nie widać sznurków i poprzeczek, a jednak stoi. Jaką to szybkością ta niezmierność pędzi i obraca się, a proch – człowiek o tym rozważa. Dokąd to prowadzi? Dlaczego człowiek ma ciało, skoro on jest w istocie duszą? Dlaczego? Jak? Wieczne tajemnice.

8.VII.1914r. – Wszystko jest przemijające. Nic takiego z głębi serca nie kochałem jak Małgorzatę i wszystko mi jedno, minęło, pamiętam, uszlachetniło mnie, ale znowu i bez tego żyć można.

11.VII.1914r. – Finis finaliter. Zdałem maturę. Pozbyłem się kłopotu, ale………….. w południe płakałem. Kto by wiedział dlaczego? Nowy krok. Dzieciństwo minęło. Zaczynają wielkie obowiązki.Ideały stają się realnymi problemami. Przeminie i życie.

3O.VIII.1914r. – Pokusy bardzo atakują, no modlitwa mnie podnosi. W świątyni nad świątyniami (R.Tagore), w sercu moim, niezachwiana jest wiara. Sceptyka jest. Wieczna jest walka…………Gdyby tu był jakiś   inteligentny konfesor (spowiednik), któremu wyznałbym wszystko, aby  mnie on zrozumiał i zwrócił uwagę! Postaram się przystąpić do Spowiedzi świętej przed odejściem (do Akademii Wojskowej) i przyjąć Ciało Pańskie na pokrzepienie  w dalszym życiu.

 

KTO TO JEST IVAN MERZ ?

Biografia i działalność Ivana Merza

 

 1.   BANJA LUKA:

PRZ EDMOWA  –  W  SRODOWISKU   LIBERALNYM – ROZŚPIEWANA   MŁODOŚĆ –  PROROCZY    MOTTO – PAMIĘTNIK – BANJA  LUKA

2.   WIEDEN

AKADEMIĘ WOJSKOWĄ W WIENNER NEUSTADT  – WSZYSTKO   PRZEMIJA  –  ALBO BYĆ   KATOLIKIEM  ALBO   NICZYM – PAMIĘTNIK WIEDEŃ – DĄŻENIE   ZA  WYŻSZYMI  WARTOŚCIAMI

3.   UDZIAŁ  W  I  WOJNIE  ŚWIATOWEJ

PAMIĘTNIK  WOJENNY

 4.   KONTYNUUJE STUDIA W  WIEDNIU  I   WPARYŻU

PŁOMIEŃ  ZA  NIESKOŃCZONYMI  WYŻYNAMI  –  PAMIĘTNIK ZAGRZEB – WIEDEŃ   –  W  PARY ŻU  – PAMIĘTNIK-P A R Y Ż      

 5.  W   ZAGRZEBIU  

NOWY  CZŁOWIEK  W  ZAGRZEBIU – JAN  SIĘ  MODLI – LITURGIA – UROCZYM PIĘKNEM  –  EUHARYSTIA – ŹRÓDŁE M   ŻYCIA   – 

 

Dr. JAN MERZ – kratka biografia

Dr  I V A N   M E R Z   –   Dr J A N   M E R Z

1896 -1928

 

           Dr. Jan Merz urodził się w Banja Luce Bośnia 16 grudnia 1896 roku. wychowany był w środowisku liberalnym. Szkołę średnią ukończył w rodzinnym mieście. Po maturze 1914 roku przez trzy miesiące studiuje na Akademii Wojskowej. Potem rozpoczyna studia w Wiedniu. Pierwsza wojna światowa przerywa mu studia. Jest zmobilizowany. Na froncie we Włoszech przeżywa wszystkie okropności wojny. Po wojnie kontynuuje studia literatury w Wiedniu. Następnie studiuje w Paryżu.W 1922 roku przybywa do Zagrzebia i zostaje profesorem języka i literatury francuskiej. Uzyskuje stopień doktora na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Zagrzebskiego.

                   Rozważaniem, studiowaniem a szczególnie we krwi i płomieniach wojny dochodzi do poznania prawdziwości wiary chrześcijańskiej. Całkowicie oddaje się Chrystusowi i jako świecki złożył ślub czystości wieczystej. Swój wolny czas całkowicie poświęca wychowaniu młodzieży chorwackiej w organizacji ’’Związek Orła Chorwackiego’’, której nadaje dewizę ’’Ofiara-Eucharystia-Apostolstwo’’. Jako katolicki inteligent Jan Merz słowem i piórem zachwyca młodych i starszych dla Chrystusa i Kościoła. Jest jednym z pionierów ruchu liturgicznego wśród Chorwatów. Do Chorwacji systematycznie wprowadza Akcję Katolicką Ojca ŚwiętegoPiusa XI. Główną cechą jego działalności jako katolickiego inteligenta jest miłość i przywiązanie do Kościoła, Rzymu i Stolicy Apostolskiej co starał się wszczepić u wszystkich z którymi obcował. Aczkolwiek młody i jako świecki uznawany był ’’filarem Kościoła w Chorwacji’’. Swoją pracą apostolską i obszerną działalnością literacką w prasie katolickiej pozostawił drogocenną spuściznę duchową, która stała się źródłem natchnienia przyszłym pokoleniom. Zamierzał założyć świecki instytut – wspólnotę ludzi świeckich, którzy pracowaliby dla Chrystusa i Kościoła. Po jego śmierci ten zamiar częściowo użeczywistniła Marica Stanković założywszy Wspólnotę Pomocnic Chrystusa Króla. Imię Jana Merza oznaczało i oznacza program życia i pracy.

                   Jan Merz był człowiekiem żywej wiary, szczerej modlitwy, samozaparcia się, codziennej Komunii Świętej, adoracji, oddanego cierpienia, szerokiej wiedzy, bliski ludziom, a każdemu człowiekowi wykazywał miłść chrześcijańską.

                   JAN MERZ zmarł w Zagrzebiu 10 maja 1928 roku w 32 rokyu życia w opinii świętości. W 1958 roku rozpoczęło się diecezjalne postępowanie o jego beatyfikację – zaliczenie w poczet błogosławionych. Jego szczątki zostały przeniesione 16 grudnia 1977 roku z cmentarza ’’Mirogoj’’ do Bazyliki Serca Jezusowego w Zagrzebiu w której w ostatnich latach (1922-1928) swego życia codziennie modlił się, adorował i przystępował do Komunii Świętej. Mnożą się łaski i wysłuchania za jego wstawiennictwem.

                   Od roku 1986 postępowanie beatyfikacyjne odbywa się  w Rzymie przy Kongregacji za kauze świętych w Watykanie.

                      Ojciec Święty Jan Paweł II przy każdej okazji spotkania z pielgrzymami chorwackimi w Rzymie wspomina Sługe Bożego Jana (Ivana) Merza, a młodym mówi aby naśladowali stopy i przykład jego świętego życia. W czasie pielgrzymki Ojca Świętego Jana Pawła II do Chorwacji w 1994 roku Papierz wspomniał imię Jana Merza jako ’’wybitnego chorwackiego świeckiego w świadectwie Ewangelii Chrystusowej’’. W drugiej pielgrzymce 1998 roku Ojciec Święty w Splicie powiedzaił o Merzu, że jego dewizą było „ Wiara katolicka jest moim powołaniem życiowym’’.

 

     

ZDANIA  JANA  MERZA

 

– Wiesz, że mnie życie na Uniwersytecie w Wiedniu, potem wojna, studia i wreszcie Lurd całkowicie przekonały o prawdziwości wiary katolickiej i dlatego całe moje  życie  krąży wokół Chrystusa Pana. (Matce z Paryża).

– Wiem i czyję, że katolicyzm jest jedyną prawdziwą wiarą.

– Wiara katolicka jest moim powołaniem życiowym. .

– Życie duchowne jest rozważaniem o sprawach boskich, udziałem w wewnętrznym  życiu Bożym.

– Dlaczego kocham Kościół Katolicki i Ojca Świętego ? Dlatego,że w Kościele widzę wyraźny obraz Najukochańszego Zbawiciela i Boga Jezusa ze wszystkimi Jego doskonałościami, a w Ojcu Świętym pod postacią człowieka widzę Boga mego i Pana mego.

– Nasza liturgia jest artystycznym odblaskiem wewnętrznego życia Bożego.

– W Lurd pokochałem Różaniec Święty, który przy Eucharystii Świętej będzie mi  największym przyjacielem do końca życia.

– Wierzę, że oglądać będę głębię Trójcy Przenajświętszej.

– Zmarł w pokoju wiary katolickiej. Życiem był mi Chrystus, a śmierć zyskiem.

  Oczekuję miłosierdzia Pańskiego i niepodzielnego, zupełnego, wiecznego

  posiadania Najsłodszego Serca Jezusowego. Szczęśliwy w pokoju i radości. Dusza moja osiągnie cel dla którego została stworzona. (Z Janowego testamentu).

 

 

N O V E N N A

 D O   S ł U G I   B O Ż E G O   J A N A   M E R Z A  

 

Eucharystia Święta i nabożeństwo do Matki Najświętszej były dla Dr Jana Merza niewyczerpalnymi źródłami którymi karmił swoje życie religijne.Dlatego poleca się, aby w czasie NOVENNY chociaż raz przyjąć Komunię Świętą po uprzednim przystąpieniu do Spowiedzi Świętej. Wskazanym jest, aby codziennnie odmówić i jedną dziesiątkę Różańca Świętego. Następnie odmówić tę modlitwę ;

              Wszechmogący wieczny Boże! W Janie Merzu dałeś nam wspaniały przykład wiary i miłości do Chrystusa i Kościoła. W swoim krótkim życiu Jan przy pomocy Twojej łaski osiągnął liczne cnoty i pobudzał nas, abyśmy naśladowali jego oddanie się Twojej woli świętej, cierpliwość w podnoszeniu krzyża codziennego życia i jego bezinteresowną miłość do bliźniego. Jego niestrudzona działalność dla rozszerzenia Królestwa Chrystusowego w duszach młodych wielu przeprowadziła do Ciebie, który jedyny dajesz człowiekowi prawdziwy sens życia. Przekonani, że Jan swoim świętym życiem podobał się tobie, prosimy Cię, rozsław go wyniesieniem na ołtarze, aby jego przykład świecił ludziom w drodze do Ojczyzny wiecznej. Udziel nam łaski do naśladowania twardości jego wiary, bezinteresowności jego miłości i apostolskiej gorliwości, abyśmy zbliżyli się ideałowi chrześcijańskiej doskonałości którego nam on swoim życiem okazał. Jego wstawiennictwem udziel mi szczególnej łaski o którą Cię teraz proszę ………………………………………………………………………………………………., jeśli jest  to na korzyść mojej duszy, a tobie na chwałę.

Przez Chrystusa Pana Naszego, A m e n !

   Ojcze nasz ……….. Zdrowaś Maryjo …………. Chwała Ojcu …………….

 

 

          Łaski otrzymane za wstawiennictwem sługi Bożego Jana Merza zgłaszać na adres: Ojciec profesor Dr Bożidar Nagy, SJ, ul. Kardinala Alojzija Stepinca 27,  HR -31000 O S I J E K ,  C R O A T I A

            tel. fax 00385-31-211-509,

            e-mail: postulatura@ivanmerz.hr

              Na ten sam adrew można się zgłaszać o literaturę dla zapoznania życia i 

działalności Sługi Bożego Jana (Ivana) Merza.

           Imprimatur – Nr 1415 – 25.06.1979 roku Dr Josip Lach