Weiden

5.  W S Z Y S T K O   P R Z E M  I J A

 

Jan pragnął studiować literaturę i sztukę. Rodzice tymczasem nie byli z tym zgodni i Jan udowolił im wstępując na Akademię Wojskową w Winner Neustadt. Wytrzymał tam tylko trzy miesiące, ponieważ do służby wojskowej nie miał ani ochoty ani zainteresowania.

Krótkotrwały pobyt w Akademii nie był całkowicie bez korzyści. Jan miał okazję zapoznać odwrotną stronę życia, moralną biedę wielu ludzi. Pamiętnik z tego okresu obfituje opisami i sądami środowiska w którym Jan był przymuszony przebywać, przeciw któremu buntowała  się spontanicznie Janowa z natury szlachetna dusza. Jedna rzecz jest szczególnie doszczegalna; świat wiary, jako przeciwstawny moralnemu złu, które Jana otaczało, coraz go więcej przyciaga. Myśli religijne znajdują coraz wiecej miejsca w jego duszy.

PAMIĘTNIK – Winner Neustadt. – Nowe Miasto Wiedeńskie.21.IX.1914 r. Już dużo pisałem i niektóre karty są pełne nienawiści do tego wszystkiego.  I ja teraz widzę okropne strony tego, ale nie zagryzę. Moja wiara, zdaje mi  się, słabnie. Myśl na tamto piękno, na życie religijne, jakby zamierala. Jest to dlatego, że  nie mam towarzystwa z którym możnaby o wyższych rzeczach rozmawiać.  Spowiedź, którą tak bardzo pragnę, tu jakby nie istniała. Komunii świętej  nie mogę przyjmować……………… Jeden ze studentów odebrał sobie życie. Dla nich być żołnierzem to ideał. Dlaczego, jak, o tym  się nie myśli. – Gdy ten ideał zniknie, nie wie co jest sensem życia, nie chce dalej żyć. Życie nie jest rozkoszem, lecz  o  f i a r ą .

15.X.1914r. – W najdonioslejszych  chwilach najlepiej wychodzi na jaw podłość ludzi. Był „ Ausmusterung’’.  Nowi oficerowie złożyli przysięgę, że całego siebie ofiarują Bogu,, cesarzowi i  Ojczyżnie , a wszyscy koledzy byli pijani jak zwierzęta. Tu przeklinają Boga w języku chorwackim, opowiada się świństwa, żyga  się i pluje po  podłodze. Kilku z nich siedzi na podłodze i z butelki piją szampana. Tak, to są ci sami co wczoraj szydzili ze mnie, że uczę się łaciny i tęsknę za niematerializmem .

Po tym ochydnym otoczeniu, było mi bardzo przyjemnie i miło, gdy z K. odwiedziłem grób Zrinskiego i Frankopana. (Ich prochy zostały przeniesione dopiero w 1919 roku z Nowego Miasta Wiedeńskiego do katedry zagrzebskiej – uwaga autora).  – Nad grobem jest płyta z napisem w języku łacińskim. Na samym grobie zwiędły wieniec i ślady szarfy w kolorze flagi chorwackiej. -To nam przypomina, że byli tu dobrzy ludzie i swoim bohaterom narodowym wykazali  tą miłość jaka się jeszcze prochom może okazać.  W cieniu lip i cyprysów, w wieczornej rumieni, która się miesza z czarnym dymem, spoczywają ich prochy. Chwała Wam, uczciwi Chorwaci! I kamienne serce zapłacze, gdy zobaczy jak dobrzy ludzie giną.. Nie, oni nie zginęli, oni jeszcze żyją w pamięci uczciwych Chorwatów. Z ich krwi rozkwitały i rozkwitać będą kwiaty i róże.

25.X.1914 r. –  Wszystko przemija. Czuję to teraz z całej duszy.

 

 

Możliwe, że mi każda następna chwila może przynieść ochydną myśl. –  walka

ciala  z duchem .  Całe życie jest taką walką między dwoma elementami i przez tą  walkę dochodzimy do Ideału naszego życia : Wszechmogącego. Boże, Boże Swięty, daj mi siły do modlitwy, abym porozumiał się ze swoim Stworzycielem, z Twórcą wszystkich wspaniałych postanowień w naturze z Gospodarzem bezmiernych migających gwiazd, z Wieczną Prawdą. „Modlić się,- znaczy wierzyć”. Ja wierzę w Pana Boga Wszechmogącego, wierzę, że ON jest doskonałym Duchem w wolności woli i wielkości. Jestem człowiekiem słabym, posiadam wolną wolę, ale ograniczoną. To mało iskry Promoteuszowej :

cząsteczka dzieła Wszechmogącego  przyciąga  mnie  Temu i udokumentuje  istnienie Tego.

Tak jak człowiek, który  jeszcze nie okalał  się błotem, pragnie  aby rozmawiano z madrzejszym od siebie, tak samo duch swoją zapałczywością dąży za doskonałym,  za wielkim Duchem. W modlitwie rozmawia się z NIM, a ON mu tak dziwnie, delikatnie odpowiada,że człowiek myśli,iż oddycha powietrzem z wysokości. Ta rozmowa ze Wszechmogącym , ta łączność, uznawanie Wszechmogącego, to jest wiara. Wiara bez modlitwy -martwa jest. No,  modlitwa  nie mierzy się długością  i ona nie musi być czytana z ksiąg . Rozmowa z własnej wrażliwości, rozważanie o Pismie Świętym i zamiarach Wszechmogącego, – to jest modlitwa.

BÓG jest duchową Istotą. A ponieważ my jesteśmy cielesnymi, to myśl  o NIM jest cielesno – duchowa. Aby GO zrozumieć, – stał się EMANUELEM,  nam podobnym. I my  możemy modlić się do Pana Jezusa. I ta modlitwa jest nam dużo lżejsza,  ponieważ JEZUS jest nam bliski . –

7.XII.1914 r. – Spotkałem się z członkami Katolickiego Stowarzyszenia  Studenckiego „Chorwacja” w  Wiedniu. Odczułem tą więź, która ich wszystkich łączy. Miło jest znależć się w towarzystwie , w którym wżywa  sie  tylko w erotyczność i żyje tylko dla erotyczności, między ludzi,mężczyzn i kobiety, którzy działają  tylko dla jednej myśli, którzy żyją uczciwie  i szlachetnie. Tak, nie zachodzi potrzeba, abym mówił o wielkości i

piękności  życia chrześcijańskiego.

19.XII.1914r. – Gdy słyszę, że mówi się nieprzyzwoicie, kiedy to i do mej duszy chcą wciągnąć paskudne obrazy, zawsze niezmiennie  widzę obraz MADONNY z DZIECIĄTKIEM,  –  ów piękny i majestatyczny wyraz, to skoncentrowanie wszystkiego wzniosłego.

22.XII.1914r. – Kończę pamiętnik i żywie nadzieję. Proszę Wszechmogącego, który wytyczył drogę słońcu i gwiazdom, kierunek każdej roślinie i zadania  każdej mrówce., – niech i mnie  odtąd wskaże drogę do Czystości, wielkiej umiejętności, wszystkiemu Najwyższemu i Wiecznemu. Niech się znowu obudzi Faust, który tu jakby zasnął.

 

 

6.   ALBO    BYĆ   KATOLIKIEM  –   ALBO   NICZYM

 

Rodzice doszli do wniosku, iż nie ma sensu zmuszać Jana do takiego powołania dla którego nie miał woli, ani nie odczuwał zadowolenia.

Gdy na Boże Narodzenie 1914 roku przyjechał do domu, do rodziców w Banja Luce, już nie wrocił  do Akademii. Na początku 1915 roku udaje sie na studia do Wiednia. Z woli matki zapisuje się na Wydział  Prawa. Jan przy tym uczęszcza  i   na  wykłady z literatury. –

We Wiedniu  Janowi się kulturalne  horyzonty bardzo rozszerzają . Dużo czyta, uczęszcza do teatrów, idzie na koncerty i do opery.  Zapoznaje się  z bliska z naukowym i literackim ateizmem oraz z jego moralnymi  i socjalnymi skutkami. Proces Janowego duchowego dojrzewania jest w toku.  Jest to okres jego największych  błąkań i poszukiwań wewnętrznych. Męczy go problem miłości. Dużo o tym rozważa i pisze. Wspomnienie  na Małgosię jeszcze zawsze jest żywe. Męczą go i problemy wiary,ale mimo całej wątpliwości, on pragnie wierzyć. Cieszy go  Eucharystia i na wielu miejscach notuje swoje uczucia i przeżycia o tym Sakramencie. Odczuwam w sobie  wielkie pragnienie za moralnym  doskonaleniem,  za wywyższeniem  ponad   przeciętne  życie.

 

 

                    PAMIĘTNIK         ——-        W I E D E Ń

 

17.I.1915 r. –    Moja modlitwa idzie teraz do Niepokalanej: niech mnie w tym mieście strzeże na każdym kroku!  Każdy mój krok i chód  niech będzie skierowany ku pięknie.  W ogóle pragnę, aby tu rozkoszować się tylko pięknem. Moją dewizą jest  Keats-a: „A thing of beaty is a joy for ever”.- –  Tylko Pięknem dochodzi sie do żródła.

27.I.1915 r. – W niedzielę jest Komunia Święta. Nie mogę pojąć,że Chrystus, Bóg  Stworzyciel, do którego wszystko dąży, którego człowiek we śnie i na jawie odczuwa, Ten Silny i Wszechmocny, który Wszechświatu dał obroty, Ten który czuwa nad każdą trawką i nad każdym robaczkiem, że Chrystus któremu ręce i nogi gwożdżmi przebijali, na którego plwali, Ten który zmarłych wskrzeszał  i dzieci  kochał, a przy  Swojej własnej śmierci słóńce zaćmiłi ziemią wstrząsnął, że Ten moim będzie, że ze mną rozmawiać będzie, z człowiekiem,  za którego wprawdzie tylko ja wiem.. Po tym akurat widzę, że jest ON, bo w tym wskazuje Swoją niezmierną miłość.

1O.III.1915 r. —  Życie musi dla nas być ofiarą,a dużo pięknego nawet nie ogląda.

17.V.1915 r. –   Życie mi jest wielkim znakiem zapytania. Z dnia na dzień traci się moja dziecinna wiara. Nie wystarcza  mi  poprzednie różnicowanie  między dobrem a złem.   Pytam się czy tamto co przedtem  uważałem dobrym,jest naprawdę dobre. Co to jest „naprawdę   dobre”,czy istnieje  „dobro”?  Czy te wszystkie poglądy na świat nie są tylko przesądem? I stale tak żyję i pytam się.  Tylko to co widzę przed sobą, pojmuję,że istnieje…………… Czy istnieje  B ó g, czy nie istnieje ? Potem: co rozumię pod imieniem B Ó G ?    Faktem jest,  że ON istnieje,że odczuwam GO wokół siebie, w sobie tu, tam, wszędzie.  Jego  melodie podtrzymują i napełniają cały Wszechświat.  Każdy człowiek odczuwa oddech czegoś większego i wieczystego…………….. Otóż, BÓG   ISTNIEJE.  Potem pytamy się: co jest ten     B ó g,   jakim jest?  Czy możemy modlić się ?   Czy jest osobowy?

 

Na te pytania odpowiada nam nasza  wewnętrzność w pojedyńczych, skromnych przypadkach. Jeśli obrażę swoich rodziców, –  żal mi jest bardzo.  To jest dowodem, że wrażliwość uczynionej niesprawiedliwości nie jest przesądem, lecz że w nas istnieje sprawiedliwość. Sprawiedliwość jest jedną zasadą, która jest w nas, – i cała   wewnętrzność    w   nas  oburza się, jeśli działamy przeciw tej zasadzie. I TEN,  którego my odczuwamy wokół  siebie do, którego rozum dochodzi, że jest Wiecznym, ku któremu dusza mimo woli dąży. TEN na pewno będzie Sprawiedliwością.  Tym dochodzimy do osobnego BOGA.   ON istnieje, – i ja  twardo wierzę, –  i w najsilniejszych chwilach pokusy i  wątpliwości,że ON jest JEDYNYM, WIECZNYM, WIELKIM BOGIEM.  Skoro   BÓG  istnieje, już  następuje, iż nasze życie ma cel.  Potem trzeba jeszcze  pomyśleć na coś, o czym  ludzie nie myślą, – i to by ich mogło łatwo doprowadzić  do  prawdziwego poznania,że umrzemy.   Kogoś bardzo  kochamy, – i ten umrze. Nigdy, nigdy go już nie zobaczymy.

 

I my sami, pełni jesteśmy myśli, zwątpień, dążęń, przypuszczeń……………………

I teraz na raz umrzemy. Dlaczego by to wszystko? Dlaczego  tyle myśli i  dążeń, kiedy wszystko jest nadaremnie, kiedy przepada w próżnię, kiedy dusza nie jest osobnym  elementem?  NIE, to być nie może. Kiedy w naturze wszystko jest tak wspaniale uporządkowane , musi być i wieczność  naszego  życia w sensie sprawiedliwości.  I   naprawdę tak to jest, – i w to  wierzę, i w chwilach, gdy odczuwam to  dziecięcią  wiarą, kiedy brzydzę się zła, i kiedy rozpalam się w modlitwie, – jednak na dnie duszy zostaje tamta wątpliwość, ten wielki znak zapytania ostatniego Adama: dlaczego? co? I znowu,mimo całej wątpliwości , W i e r z ę.

No, nie wystarczy tylko wierzyć. Nasza wiara musi być systemem, musi być drogowskazem życia, aby nie działać przeciwko zasadom sprawiedliwości  i wieczności. Religie dają systemy. I ja widzę: „Aut catholicus –  aut nihil” (Albo być katolikiem, –  albo niczym).  W tym kierunku nigdy we mnie nie istniała nawet najłagodniejsza  wątpliwość.  Wiem  i  odczuwam,że katolicyzm jest jedyną prawdziwą wiarą (jeśli  w ogole wiara istnieje). O innych nawet nigdy nie myślałem, żęby lepsze były od katolickiej. Oto, ja w duszy jestem katolikiem, ale tamten pierwiastkowy człowiek we mnie, tamten Faust, który nie wie o wychowaniu ani o przesądach, ciągnie mnie w dążeniu  w dół i czyni ze mnie,  abym we wszystko wątpił.

No, o tym dość. Musiałbym swoje życie krytykować. Tym, że moja silna wiara w katolicyzm osłabła, obniżyło się i każde prawdziwe zachwycenie, każdy surowy sąd  o wszystkim co się zdarza.   Wszystko co obserwuję, patrzę i nie wiem czy to dobre, czy to złe.  Świat  się obejmuje i kocha, – no niech się obejmuje i kocha. Oto, jeden uderzył mnie w twarz. No, wszystko jedno,niech uderzy jeszcze raz.  No, tyle jest ludzi biednych,tyle się ludzi zabija. Niech jest to wszystko, aby się tylko mojej   skóry nie tyczyło.  Faktycznie,jeśli mi rozum i mówi, że to   nie jest sprawiedliwe, wprawdzie, przeżyłem to wśród tych wewnętrznych wątpliwości. A teraz jest  najwyższy czas,aby to wszystko z siebie zrzucić i pomyśleć, że KTOŚ  z powodu Prawdy umarł na Krzyżu  dla mnie………………..

Tak przeprowadziłem uczuciową analizę. A gdybym stosował świete

zdanie: „po owocach wiemy jakie jest drzewo,” –  doszedłbym sposobem rozumu,wiedzy,umiejętności,głównie historii do wyniku,iż istnieje jedna pewna prawda i że się ona ciągnie przez całą  historię, i że są wszystkie dążenia i ludzkie błądzenia wprost błąkaniem wokół katolicyzmu,którego mało kto prawdziwie odczuł. I mimo wszystko to co wierzę, jestem człowiekiem, i na dnie duszy zostaje wątpliwość, i ona mnie umacnia,ponieważ jest przyczyną  duchowej walki  i sprawdzeniu, które przeżywam jako człowiek.

23.VI.1915 r. –   Mili  rodzice nadesłali mi życzenia imieninowe. Niech ich Wszechmogący błogosławi!  Gdy powątpię w Najwyższe,w Dobroć,w całą swoją  ideologię, we mnie jest niezachwiana miłość i życzliwość do rodziców, odczuwam ją  tak żywo i ona mi świadczy, że miłość, dusza, B  ó g  nie  są utopią,że to wszystko istnieje,że człowiek jest doprawdy ideą która dąży do swego żródła.

 

 

 7.      DĄŻENIE   ZA  WYŻSZYMI  WARTOŚCIAMI

 

Tylko co Jan Merz  zdał egzamin dojrzałości,wybuchła I wojna światowa. Latem 1915 roku Jan zostaje powołany do wojska..Oczekując na pójście do wojska, Jan przebywa u rodziców w Banja Luce. W tym okresie w Sarajewie  Jan zdaje egzamin z języka łacińskiego,którego nie uczył się w gimnazjum.  Jan i nadal dużo czyta dzieła literackie. Pilnie prowadzi pamiętnik. Problemy,które go męczyły  w Wiedniu,jeszcze są wciąż obecne.Jednak, zdaje się, że się stopniowo uspokaja. W świetle wiary znajduje stopniowo rozwiązanie na liczne problemy. I nadal Jan odczuwa dążenie za udoskonaleniem swojej duszy i swojego charakteru. Czuje się słabym.

Zwraca się do Boga o pomoc przez szczerą modlitwę. W tym czasie Jan podejmuje bardzo ważny krok na drodze rozwoju swojej osobowości : na Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, 8 grudnia 1915 r. ślubuje cnotę czystości do czasu zawarcia związku małżeńskiego. Tym postanowieniem Jan zobowiązuje się, że nie złamie VI i IX Przykazanie Boże.

5.IX.1915r. – Zwracam się znowu do swojego najlepszego przyjaciela. Cały dzień znajdowałem się w okropnym położeniu duchowym. W kościele nie mogłem się prawdziwie skupić, nieprzerwanie nasuwały mi się pytania czy ja  sam siebie nie oszukuję i nie zaślepiam, czy to nie jest tylko zarozumiałość. Do tego przyłączył się okrutny konflikt z naturą …….. Albo być katolikiem, albo niczym, – znowu mówię. No, dlaczego są tu te okropne zwątpienia, ta małostkowość do samego siebie ? Przy tym jest w człowieku egoizm, że się musi brzydzić samemu sobie. Wprawdzie, obecnie już nieco wyszedłem z tych zmieszanych uczuć. Przed oczami mi jest obraz Madonny w szkarłacie.

Sarajewo, 25.X.1915r. – Wspaniałe są   niektóre  rozdziały z Ewangelii   Św.Jana o Komunii świętej.  Na ostatniej  Mszy świętej dużo  o  nich  rozważałem i tak wżyłem się, że naprawdę mistycznie odczuwałem  Przeistoczenie i że tam jest obecny Chrystus,któremu musimy się kłaniać.

Wiedeń,24,XI.1915 r. – W ostatnim czasie intensywniej pracowa łem przy kultywowaniu swej duszy. Czytam  „Naśladuj   Chrystusa” i rozważam.  Jest to duża książka,pełna mistyki,która i mnie jest potrzebna. Człowiek w każdej chwili widzi jaki jest mały,a jak wielkim jest Ten,który za nas umarł,który Chleb  – Bożę  samego Siebie, całą Swą Wielkość,całą

miłość –  daje nam. Nie można wypowiedzieć  co się                                                  czuje, gdy  ON zjednoczy się  z   nami. Nie,pragnienie za jeszcze więcej i więcej, za Chrystusem całym,za Światłością ,za Bogiem – Stworzycielem,za którym serce nasze wciąż tęskni.

Banja Luka, 12.XII.1915 r. –  Pojednany jestem,może, na zawsze z naturą. Element żeński w  moim życiu odegrał rolę,którą musiał. Z kobietami tu więcej nie mam nic wspólnego. Już  się nie zakocham,mogło by się wyrodzić  w zmysl. Pozostałe kobiety niech w moim życiu odgrywają rolę męskiego, szczególnie delikatnego męskiego przyjaciela. No,ciężko mi jest,gdy pomyślę,że  zawsze będę musiał poruszać się w towarzystwie pełnym zmysłowości.  Przed kilkoma dniami ślubowałem Najświętszej Dziewicy czystość do zawarcia  związku małżeńskiego. Może to potrwa i do śmierci.

28.I.1916r. – W duszy jestem niejako uspokojony,no jednak pojmuje,że jestem bardzo daleko od  jakiejkolwiek  doskonałości (być lepszym od   swego otoczenia).  Bardzo mnie to boli. Tu  wymyślam sobie coś na swój dobry przykład i widzę,że jestem chrześcijaninem  tylko na języku,ale nie w czynie. Chrześcijaństwo mi jeszcze nie weszło w  krew. Nie ma nic ciężejszego niż być dobrym chrześcijaninem …………………Całę życie jest przeciw moim pragnieniom.  Bezsilność i wiecznie bezsilność.  Musiałbym dłużej modlić się do Boga,aby nie stracić tą mistyczną  łączność  z   Nim,aby Go odczuć w każdej myśli,przy każdym  wejrzeniu i przy  każdej pracy. A tak to modlę się  rano i wieczorem,wprawdzie myśli mechanicznie wypowiadają  święte  słowa. Musiałbym dziennie, chociaż  tylko pół godziny,czytać Ewangelię,rozważać o tym,a potem w południe po modlitwie „Anioł Pański” uświadamiać sobie niektóre  transcendentalne  sprawy i tak cały dzień,całe życie spędzać w tym mistycznym świetle,stwarzając ze swej duszy arcydzieło i szukać Prawdę – Cel.

28.II.1916r. Przed odejściem do wojska, napiszę jeszcze kilka zdań. Tym kończę ten  pamiętnik, którym chciałem wychowywać swoją wewnętrzność i ze swojej duszy arcydzieło. Odczuwam, że jestem jeszcze bardzo daleko od celu ….. Wczoraj przyjąłem Komunię Świętą i jestem wesoły i zadowolony tak, że się, zdaje mi się, nigdy nie będę smucił, chociaż mi i ciężko będzie…… Człowiek jest tu tylko podróżnym, jego prawdziwe przeznaczenie nie jest tu na tej ziemi, on jest wybrany do czegoś wyższego. Wprawdzie, gdy człowiek  zawlecze się w samotność, cały świat realny, wszyscy koledzy, przyjaciele, cała zaczarowana natura wydaje mu się snem. Człowiek odczuwa również, iż ona jest nierealna, a myśl, że jest prawdziwą realnością, że świat duchowy, świat nocy i modlitwy, realniejszy od wszystkiego co w ogóle widzialnego istnieje. Należy dążyć tylko za tym życiem, za tą realnością.

Wieczorem, dnia  28.II.1916 r. – Jeszcze mam szum w głowie : śmiech i krzyk dziewcząt, rada Wikty ……

Pytam się czy mi nie żal tych wszystkich ludzi. Jest, zauważyłem, że mnie wielu polubiło ….. No, czego mi jest tu najwięcej żal, to jest Dr R.  Nie rozmawialiśmy dużo, no u niego jest wszystko w pełni życiowej siły, dużo miłości i niejako dziwnej, wprawdzie mistycznej czystości. Jak taki człowiek oddziałowuje na drugiego. Sam czuję, że nie wiem jaki inteligentny człowiek, nigdy nie może tak wpłynąć na mnie, jak czysty. Rzeczywiście tak jest i właśnie to potwierdza mi prawdziwość chrześcijańskich zasad moralnych. Czystość i wiecznie czystość powinna byc hasłem.

Daj, Boże, zdrowia i wszystko będzie ! Trzeba tylko znaleźć odpowiednich dzieł do studiowania Pisma Świętego.